14 sierpnia 2011

Długi weekend i Kraków

Hurra:) Lubimy długie weekendy, w sumie lubimy każde weekendy bo mamy więcej czasu dla siebie i na chwilę odpoczynku (ale tylko chwilę przy naszym małym łobuziaku).

Długi weekend zaczęliśmy od przyjmowania gości, czyli bardzo przyjemnie bo odwiedziła nas ciocia Ola z wujkiem Pawłem. Gości przyjmowałyśmy same bo tatulek pojechał załatwiać swoje sprawy co później okazało się jeżdżeniem na motorze! Później z nim się policzymy, bo jeszcze chcemy aby nas w poniedziałek zabrał na jakąś wycieczkę więc musimy być miłe dla niego;)

Na sobotę byliśmy umówieni z ciocią Olą i wujkiem Przemkiem (to nie ta sama ciocia co wyżej;)) na wycieczkę do Krakowa. Pogoda nam dopisała, niestety tłumy ludzi także ale i tak było super fajnie:)

Dzisiaj pojechaliśmy na basen a potem na krótkie zakupy przedwakacyjne do Silesi. Na 16 wróciliśmy do domu, trochę zmęczeni dniem wczorajszym ale Weronika wcale zmęczona nie była:( Teraz zasnęła dopiero i ciekawe jak długo pośpi.

Pomału zaczynam przeglądać nasze rzeczy i robić listę, co mamy zabrać na wakacje.

Weronika dzisiaj bardzo fajnie bawiła się na basenie. Widać że to jej się podoba i sprawia jej frajdę, z czego się bardzo cieszymy. Dzisiaj doszło nowe ćwiczenie a mianowicie skoki z siedzącej pozycji do wody. Trzeba przyznać, że jak na pierwszy raz całkiem dobrze jej to wychodziło. Dalej ćwiczy także nurkowanie.

A oto Kraków z naszym maluchem ....

Zaczęliśmy, jak większość ludzi tego dnia, od spacerku po Wawelu. Słoneczna pogoda przyciągnęła do Krakowa tłumy ludzi. My jednak nie przejmowaliśmy się nimi i spacerowaliśmy sobie własnym tempem.

W drodze na Wawel obowiązkowe zdjęcie ze smokiem. Na Weronice ziejący smok nie robił jeszcze wrażenia.

 Z dołu podziwiamy i fotkujemy:)



I jesteśmy na Wawelu, a z nami mnóstwo ludzi. Troszkę tu spacerujemy, oglądamy i wolnym krokiem kierujemy się na rynek. Aaa bym zapomniała, ciocia dała Weronice małego paluszkowego precelka i mała go zjadła. Pierw długo oglądała co to ma w rączce a później powoli schrupała. Poradziła sobie z paluszkiem, co raz lepiej radzi sobie z gryzieniem. Wie, że dopiero jak zje to trzeba włożyć nowy kawałek do buzi:)


 Odpoczywamy z Weroniczką na murku by za chwilkę dalej kontynuować nasz spacer.

Jak większość dam i naszą małą przyciąga wszystko co kolorowe. Ogląda kolorowe świecidelka, pluszaki z wielkim zainteresowaniem. Bez zakupu jednego z nich nie ma co liczyć na udany spacer ;)
Kupujemy małego smoka (ciocia mówi, że to jaszczurka a ja myślę, że krokodyl) i idziemy dalej.



Chodzimy, oglądamy i podziwiamy m.in. Kościół Mariacki, Sukiennice czy Wieże Ratuszową.




Tata chodź szybciej, tu to dopiero jest co wybierać ... Weronika wkracza pod Sukiennice ;)





 Po nacieszeniu oczu kontynuujemy spacer ...

i wolnym krokiem, po małym obiadku jeszcze na Starym Mieście, docieramy na Kazimierz.


Weronika zmęczona zasnęła w wózka więc mamy czas i ciszę;) na spokojny spacer urokliwymi uliczkami Kazimierza.

Za dużo zdjęć na Kazimierzu nie zrobiliśmy ponieważ bardziej skupiliśmy się na oglądaniu i chłonięciu atmosfery tego miejsca. Byliśmy pod wrażeniem kamiennic, uliczek jak i całej dzielnicy.
Ostatni raz byliśmy tu jeszcze w czasach szkolnych ale wtedy traktowaliśmy to jako zło konieczne. A szkoda bo na prawdę warto tu przyjść.

Na koniec naszej wycieczki wróciliśmy nad Wisłę w poszukiwaniu ... gołębi. Weronika się przebudziła jakiś czas temu więc trzeba ją jeszcze zmęczyć przed powrotem do auta ;)

W drodze nad Wisłę, krótki odpoczynek na ławeczce a przy okazji wujek pstryknął rodzinną fotkę.


Wycieczka bardzo udana - mimo wolnego tempa dość sporo zobaczyliśmy. Mamy nadzieję, że ciocia i wujek jeszcze z nami pojadą... a Weronika aż tak im w kość nie dała;)

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz