30 października 2011

Tata w domu:)

Tatuś wrócił w piątek wieczorem ze szkolenia ale niestety jego kochana córunia spała już:( Trochę mu było przykro, że nie wytrzymała do jego powrotu ale przecież ona mała jeszcze a jakby wiedziała, że tatuś wraca na pewno by poczekała;)

Córeczka jednak coś czuła i przebudziła się, na początku troszkę nie wiedziała o co chodzi ale po chwili już szalała z tatusiem na podłodze. I na nic się zdało mamy usypianie.

Zasnęli razem:) a mama miała czas dla siebie tylko:)

Przed powrotem taty czyli w czwartek jeszcze odwiedziły nas ciocia Kinga i ciocia Iza. Ciocia Iza na dniach zostanie mamusią:) na co czekamy z niecierpliwością. Weronika się wyszalała głównie z ciocią Kingą, która nadążała za jej temperamentem a mama z ciocią Iza dyskutowały, że hej...

W sobotę jak już tatuś był z nami wybraliśmy się na spacer do parku w Reptach Śląskich (poniżej szczegółowa relacja).

Rudy, brązowy, czerwony, żółty, miedziany to kolory naszej pięknej, polskiej jesieni. Park wyglądał wspaniale - kolorowy, spokojny po prostu cudny, idealny do spacerów.

Ja spacerowałam z wózkiem (pustym!) a Weronika z tatusiem na nóżkach własnych i tatusiowych rękach podziwiała park. Duży odcinek drogi mała szła sama. Co jakiś czas podnosząc to listek, to żołądź, to patyczek,... . Tatuś podnosił ją wysoko do góry a ona zrywała zadowolona listki, śmiała się w głos i pokazywała swoje ząbki.

Biegali, krzyczeli (mama im zwracała uwagę, co by nie było!) i szaleli na całego.

Po powrocie Weronika ucięła sobie 3 godzinną drzemkę, pobiła chyba albo na pewno się zbliżyła do swojego rekordu;) Zmęczyło się nasze słoneczko.

Dzisiaj rano był basen a później obiad jak zwykle u babci i dziadka. Zyskaliśmy godzinę na wspólne zabawy co po powrocie do domu wykorzystaliśmy co do minuty. Dawno tak się nie bawiliśmy, razem wspólnie:)

Pierw w dużym pokoju, na podłodze układaliśmy klocki (kto układał ten układał inni burzyli), jeździliśmy jeździkiem, autkiem (nowy nabytek), rozbijaliśmy orzechy (Weronika teraz ciągle powtarza bach, gdy się jej zapytać "co mama robiła z orzechami"), czesaliśmy lalkę i misia nawet i świetnie się bawiliśmy.

Później jakoś tak przeszliśmy do sypialki a tam już harce na łóżku:) Śmiechy, gilgotki i dużo radości. Weronika tak się wyszalała, że ciężko ją było wyciszyć i przygotować do spania ale mama wzięła ją na stary sposób- położyła na sobie i bujała się. Usnęła bardzo szybko:)

Kochamy Cię słoneczko. Jesteś już taką dużą, coraz bardziej samodzielną dziewczynką i dostarczasz nam tyle radości, satysfakcji i szczęścia. Patrzę na Ciebie i nie mogę się nadziwić, że taka mała, cudna, istotka jest moją córeczką.

Kochamy Cię baaardzo mocno!

Nasza wycieczka do parku w Reptach Śląskich.

Tatulek w piątek wrócił z 3-dniowego szkolenia, więc trochę mu pewnie nas brakowało (choć on stanowczo mówi, że nie ale my znamy takich twardzieli) dlatego w sobotę postanowiliśmy zrobić coś tylko we trójkę i pobyć razem. Pogoda sprzyjała więc pojechaliśmy do parku w Reptach Śląskich. Park piękny, te jesienne kolory piękne, wszystko piękne po prostu:) Zbieraliśmy liście, patyczki i żołędzie. Oglądaliśmy małe robaczki spacerujące na ścieżce, jeden z nich niestety dokonał żywota pod nóżką naszej córeczki:( Nie zdążyłam chwycić jej nóżki. Wołam małą, aby zobaczyła robaczka a ta trach nogą na niego i ... po nim. A co ona na to?  "Maa"... robaczka:(

Mimo tego nie miłego wydarzenia fajnie spędziliśmy czas:) Uwielbiam patrzeć jak Jacek bawi się z Weroniką, jak szaleje z nią podczas zabawy i cały oddaje się jej. Wtedy tylko ona się liczy i nic nie jest ważniejsze. Cudny widok i wart wszystkiego. Nosił ją na ramionach i biegali po parku, robiąc trochę przy tym hałasu, mama była ta jędza i co jakiś czas przywoływała ich do porządku:) Podskakiwali, biegali, spacerowali i świetnie się bawili. Mama co jakiś czas włącza się do zabawy ale głównie spacerowała z pustym wózkiem;) Choć co jakiś czas Weronika chciała pospacerować z mamą i wtedy my zbierałyśmy liście, patyczki i co jakiś czas przystawałyśmy by obejrzeć robaczki czy co piszczy w liściach...

A to kilka zdjęć z naszej małej wycieczki....



Nasz mały wielki skarb


Spacer był bardzo udany i chętnie wrócimy tam jeszcze nie raz! Uwielbiam jesień za te jej kolory, a nawet tą okropną pogodę bo nic tak nie cieszy jak powrót do ciepłego domu i kubek gorącej czekolady :) Razem z ukochanymi osobami :)

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz