7 listopada 2011

....

W sobotę rano wysypka zdecydowanie się zmniejszyła:) Nie wiem czy dobrze zrobiliśmy ale do lekarza przez weekend nie poszliśmy a dzisiaj nie było już z czym iść bo wysypka zniknęła całkowicie. Wyszlibyśmy chyba na przewrażliwionych rodziców no i co byśmy mieli tej lekarce pokazać?
Zapakowaliśmy Weronikę do auta i pojechaliśmy do babci Eli, której dawno mała nie widziała. Posiedzieliśmy trochę i... pojechaliśmy na zakupy bez Weroniki. Weroniczka i tak bawiła się fajnie z babcią, oglądała pieski, zajadała smakołykami (oj te babcie), że nawet nie zwróciła uwagi, że nas nie ma. Trochę mama poszalała na zakupach, ale o tatusiu i córeczce nie zapomniała:) Weronika nabyła nowe body i skarpetki, ostatnio jakoś szybko z nich wyrasta.
Kilka razy dzwoniliśmy oczywiście do babci jak się miewają. Babcia zapewniała, że w porządku więc spokojnie chodziliśmy po sklepach.
Po powrocie malutka szybko przeszła na rączki mamusi:) Miała uśmiechniętą buźkę jak nas zobaczyła i widać było jak się cieszy. J. trochę pomógł mamie w jesiennych porządkach na podwórku a my jeszcze trochę posiedziałyśmy z babcią a później poszłyśmy do drugiej babci i dziadka ukochanego. Dziadek robi dla Weroniki domek, ze ślizgawką. Na ślizgawkę będzie się wchodziło po schodkach a pod platformą będzie domek:) Super sprawa! Fajnie jak już się będzie w nim bawić. Posiedziałyśmy jeszcze z babcią Ewą i wróciłyśmy spacerkiem do taty. Było już po 16 a Weronika jeszcze nie spała. W domu padła nam szybko zmęczona a wstała przed 8 czyli dość długo spała. W niedzielę darowaliśmy sobie basen aby wysypka całkiem sobie poszła. Za to wybraliśmy się na długi spacer na nowo powstałe osiedle domków jednorodzinnych gdzie, mamy nadzieje za niedługo powstanie nasz domek. Domy, które widzieliśmy baaardzo nam się podobały. Każdy w sumie inny a ma coś w sobie, że przyciąga wzrok. Oj, marzenia...
No nic trzeba trochę zacisnąć pasa i może i nam się uda mieć taki dom. Pierwszy krok już za nami czyli kupiliśmy działkę. Postanowiliśmy w następnym roku trochę zaoszczędzić a w 2013 ruszyć z budową. U nas ciężko z oszczędzaniem bo jakoś nam to nie wychodzi;) Choć ograniczyliśmy nasze wyjazdy i to bardzo nawet. Rodzice to są zaskoczeni, że my tylko do lasu albo na spacer chodzimy. No a co jak się chce to trzeba;)
Dzisiaj na przykład w ramach naszego oszczędzania tatuś pojechał z wujkiem Markiem pooglądać laptopy i jeszcze przed wyjściem zapytał "to jak będzie ten co chce to kupie nie?" Aaaa - zaniemówiłam, mamy dwa laptopy i jeden stacjonarny i jeszcze jeden nam potrzebny? Niby laptop i ten stacjonarny nie spełniają oczekiwać mojego męża, a ten mój to jest mój i on się nie będzie dzielił.... Na szczęście wrócił bez laptopa.

My zostałyśmy z Weroniką w domu i świetnie razem się bawiłyśmy. Przymierzałyśmy kapelusz i wszystko inne co da się na głowę włożyć. Weronika ma taki "zwyczaj", że co włoży albo uczesze włoski to idzie do lusterek zobaczyć:) Nasza mała modnisia. Drzwi od szafy to dwa wielkie lustra i tam się przegląda nasza mała dziewczynka i stroi minki do tej drugiej dziewczynki. Zabawnie to wygląda jak wyciąga rączkę lub całuje usteczka swojego odbicia.

Kochamy Cię słoneczko.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz