26 listopada 2011

Ostatki...

Dziś świętowaliśmy podwójnie, bo i ostatki i urodziny wujka Marka. Urodziny wujek ma we wtorek dokładnie ale każdy dzień do świętowania ich przecież dobry;)
Rano zaraz po śniadaniu tatuś pojechał coś tam pozałatwiać a my zostałyśmy same i super razem się bawiłyśmy:)
Ma tatuś czego żałować, że go nie było z nami. Jeździłyśmy samochodzikami (tak, tak Weronika uwielbia wszystko co ma kółka) a w sumie to pan smerf (mała maskotka chyba z Happy Meal) szalał na wywrotce;) Udało nam się nawet posprzątać i zrobić pranie. Weronika dzielnie mi pomagała szczególnie w rozwieszaniu prania. Miała jedną rzecz zawsze do powieszenia ale jakoś zawsze dłużej jej to zajmowało niż mi rozwieszenie całego prania. Układała na suszarce, ściągała zaraz mówiąc nie, tak jakby jej nie pasowało to miejsce i tak w kółko.
Mały urwis potrafi już wejść na nasze łóżko (już chyba o tym pisałam) i robi to z taką szybkością, że strach jej z oczu wypuścić. Wchodzi też na puf i o zgrozo na swój jeździk (motorek), który jak to jeździk ma kółka i jest to niebezpieczne. A co radochy przy tym ma, szczególnie wtedy jak widzi przerażenie w naszych oczach, bo jak tu do niej podejść aby ją nie wystraszyć. Do tej pory i mam nadzieje, że tak zostanie nic strasznego się nie stało. Po zabawach pospałyśmy sobie razem a potem tatuś wrócił i przyszedł czas na pakowanie się i ubieranie.
Ostatki spędziliśmy u babci Ewy i dziadka razem z babcią Elą i wujkiem Markiem oczywiście. Mama trochę miała odpoczynku bo babcię dopadły małą i się nią zajmowały za zmianę. Wróciliśmy po 21 więc tylko przełożyliśmy ją z fotelika do łóżeczka i smacznie do tej pory sobie śpi.

Ostatnio wstaje nam bardzo wcześnie, choć w ciągu dnia ma tylko jedną drzemkę. Nie wiem czy porę usypiania nocnego jej przesunąć czy to powodem tego wczesnego wstawania jest to, że mało ostatnio czasu spędza na podwórku bo coś strasznie wieje i jest zimno. Jutro myśle, że po basenie jak już wrócimy do domu i po obiadku wyjdę z nią choć na godzinkę. Pewnie te ostatnie dni są dla niej takie monotonne i mało się męczy by tyle godzin przespać. Zobaczymy czy tak będzie nadal.
Jutro tatuś znów jedzie na szkolenie, tym razem do Wrocławia a my znów same:( Najgorsze znów będą noce, bo mała od czasu do czasu budzi się jeszcze na jedzonko. Ale dam(y) radę, już sobie radziłyśmy same przecież.

Powoli myślimy o świętach, pierniczkach, ozdobach i ... prezentach.
Czekamy na śnieg.

Kochamy Cię córeczko.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz