3 listopada 2011

Płacz, ból, krzyk... po prostu ząbki:(

Weronice idą ząbki trzonowe i to chyba ze dwa na raz.
Męczy się biedna moja córeczka:( W poniedziałek byliśmy z nią nawet u pani dr bo miała wysoką gorączkę i taka osłabiona była.
1 listopada było zdecydowanie lepiej, gorączki nie było , śmiała się i dokazywała jak to ona. Byliśmy nawet z nią na grobach, choć tam oczywiście zrobiła scenę. Dotknęła przykrywki od znicza, gorący to on nie był, ale że większość zrobiła yyyyhhhh Weroniczka i ona wtedy w ryk. J. ją na ręce i wychodzimy bo nie dało się jej uspokoić, prawie przed księdzem w procesji z nią przeleciał. W domu u mamy J. już oczywiście koniec płaczu, znów śmiech i zabawy:) Gdy wróciliśmy do domu znów się zaczęło, płacz i gorączki i tak całą noc. We wtorek nie poszłam do pracy, zadzwoniłam, że nie dam rady. Dziadek na chwilę przyjechał i na zmianę ją nosiliśmy. Popołudniu troszkę było lepiej, nawet bawiłyśmy się a w nocy powtórka. Między 2 a 3 cały czas na rękach.
Dziś już lepiej, nie ma gorączki ale widać że jeszcze taka nie swoja. I znów stała się córeczką tatusia:( Mama trochę zazdrości ale nie da tego po sobie poznać;) Tatuś oczywiście robi to co ona chce a mama daje lekarstwa, mówi "że ma zdrowe nóżki, więc na rączki nie bierze tak często" no i wogóle jest beee a tatuś fajny. Oj, moja kochana:) Oby tylko tak już nie cierpiała.

Kochamy Cię skarbie nad życie.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz