1 grudnia 2011

Katarek:(

W niedziele nie pojechaliśmy na basen bo Weronika złapała katarek od taty i w sumie dobrze zrobiliśmy. Niewinny katarek zamienił się we wstrętne katarzysko, które męczy nasz mały dziubek prawie do dziś:( W niedziele wieczorek tatuś wyjechał do Wrocławia a my zostałyśmy same, my i katarek. Pierwsza noc była jeszcze w miarę spokojna ale dwie kolejne to dramat. Słyszałam i czułam jak się biedna męczy bo ciężko jej się oddychać. Przy kropieniu, smarowaniu i odciąganiu katarku był tylko płacz i lament. Biedne moje dzieciątko tak cierpiało, aż serce się kroiło:( We wtorek wzięłam wolne i razem spędziłyśmy ten dzień. Do godz. 18 było nawet spokojnie, choć i tak częściej podchodziła się przytulać, siadać na kolankach i by zabrać na rączki, ale później znów katarek dał o sobie znać. Samo usypianie jej zajęło mi dwie godziny, ręce już mi omdlewały ze zmęczenia, jak tylko ją odłożyłam to zaraz płacz i na nowo usypianie. Przyjechał też do nas wujek Marek, zrobił zakupy i chwilkę się pobawił. Wujkowi było tak żal Weroniczki, że prezent który miała dostać od niego na Mikołaja jej przywiózł. Małego, szczękającego i chodzącego pieska. Na razie uwagę Weroniki przykuły miseczka pieska, kość i zamienne obroże. Śmiechu mieliśmy jak patrzyliśmy gdy ona próbuje ucieszyć pieska, pierw delikatnie klepała go w główkę, później mocniej a na koniec już było kiwanie paluszkiem i nie nie. I rozkładała rączki pokazując, że piesek jej nie słucha.
W środę wieczorem wrócił tatuś, już z katarkiem było lepiej ale zasnąć nadal nie umiała. Poszłam z nią się położyć (już sama padnięta) o 21 i tak spałyśmy razem do 6. Na początku wierciła się po całym łóżku ale jak znalazła swoją pozycję to wtulona we mnie spała do rana:)
Dzisiaj dziadek opiekował się Weroniką a później wymieniła go babcia Ela. Mała już fajnie się bawiła ale katarek co jakiś czas dawał o sobie znać. Wieczorem bawiliśmy się we trójkę na łóżku (wyciągłam jej nową zabawkę, taką drewniana kostkę na której z różnych stron jest zegar, liczydło i dwie układanki a na górze ma takie "coś" co można po drucikach przekładać kuleczki). Nawet długo się tym zajęła ale jednak za mała jest na tą zabawkę jeszcze. Później my rozmawialiśmy a Weronika wymyśliła sobie nową zabawę - przechodzenie przez tatę na czworakach. Wspinała się na tatusia i po chwili bach i była po drugiej jego stronie, często pierw szła główka a później pupa. A śmiała się przy tym jak nie wiem. Poprzytulaliśmy się jeszcze (mały rozrabiaka nie zawsze to lubi ale ma niekiedy takie dni, że sama podejdzie, położy główkę i się przytuli) i po kolacji Weronika szybko mi na rękach zasnęła. Teraz już smacznie śpi, oby do rana katarek jej pozwolił.

Kochamy Cię słoneczko.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz