26 stycznia 2012

Mama dalej leniuchuje i...

schizuje:( Tak to dobre słowo. Ale koniec marudzenia, trzeba wziąć się za siebie i zacząć myśleć pozytywnie. W poniedziałek wizyta, może wtedy choć na chwilę wyluzuje?

Trochę o spaniu naszej panny a raczej marudzeniu przy spaniu. Poczyniliśmy pewne zmiany i tak na spacerek z dziadkiem wychodzą troszkę wcześniej to i drzemka popołudniowa jest wcześniej. Około 14 księżniczka się budzi (dwa dni na razie) i około 21 zasypia. Już jest jakiś postęp mam nadzieje tylko, że ta godzina jeszcze troszkę bardziej przybliży się do 20. Ja to w ogóle pod wrażaniem jestem skąd kurcze takie małe stworzonko ma tyle siły. Biega, krzyczy, śmieje się (chichra nawet, ciągnie mnie za włosy, zaczepia tatę i się chichra, by tylko ją połaskotać i się z nią wygłupiać) szaleje na całego do późna i spać idzie tylko dlatego, że zabieramy ją do sypialki i tam usilnie usypiamy. Energi to ma chyba za całą naszą rodzinę.

Wczoraj układając jej ubranka, wyciągając już te do których urosła znalazłam bamboszki, które dostała gdzieś z rok temu od cioci Kingi. Takie bamboszki-owieczki, jeszcze troszkę za duże ale oczywiście Weronika musiała je założyć. Cudnie w nich wygląda, śmiesznie nawet jak się patrzy jak w nich biega:) Cały wieczór w nich szalała. Dzisiaj oczywiście musiała pochwalić się bucikami dziadkowi. Oj, nasz mały urwisek.

Apetyt jej powrócił:) Z czego bardzo się cieszymy. Zaczyna już sama jeść np. jogurciki, czy inne deserki.

Dzisiaj odwiedza nas właśnie ciocia Kinga, trochę oderwie mamę od myślenia...
Jak tylko Weronika wstanie zabieramy się za robienie naleśników z czekoladą i bananami. Pycha!
A no właśnie jest po 14 a ona śpi. To już to widzę jak ładnie dziś pójdzie spać.

Kochamy Cię skarbie!

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz