20 lutego 2012

Baaaardzo miły weekend:)

Weekend spędziliśmy przyjmując gości, czyli bardzo miło i przyjemnie!

Ale po kolei...

W sobotę wstaliśmy o 9.00! Nasza córeczka była tak łaskawa dla swoich rodziców, że pozwoliła byśmy sami się obudzili i stwierdzili, że już jesteśmy wyspani i czas wstawać. Ona wstała zaraz po nas. Pobawiliśmy się troszkę w łóżku, poprzytulaliśmy i wstaliśmy na śniadanie. Śniadanie jak to śniadanie samo się nie robi, a szkoda;) więc mama robiła śniadanie a tatuś z Weroniką ubierali się i myli.
Ponieważ mamę, co nie było ani miłe ani przyjemne, złapało przeziębienie:( Więc ja zostałam w domu a reszta rodzinki poszła na spacerek. Zabrali ze sobą sanki by .... po chwili z nimi wrócić. Weronika nie chce siedzieć na sankach, chce sama je ciągnąć ale co chwilę się przewraca. Wrócili z płaczem i .... mokra pupą. Pytam "upadła do śniegu?", "nie, siadła w kałuży" - powiedział nieco zdenerwowany tata;) Było szybkie przebranie i spaceru ciąg dalszy.

Po powrocie Weronika zjadła drugie śniadanko i poszła spać na drzemkę. O tak, poszła spać:) A my w tym czasie zjedliśmy obiad i sprzątnęliśmy mieszkanie bo po 16 spodziewaliśmy się gości.

Odwiedziła nas ciocia Kasia z bratanicą Marysią. Marysia ma 3 latka i jest bardzo fajną, wesołą dziewczynką. Dziewczyny na początku bawiły się oddzielnie, tzn. Marysia oglądała zabawki Weroniki a Weronika bacznie jej się przyglądała. Po małym oswojeniu się z miejscem i nowym towarzystwem zaczęłyśmy z Kasią wciągać je do wspólnej zabawy. Bawiły się piłką i krokodylem. Jacek puścił później piosenki mini disco, Weronika sama chwyciła rączki Marysi i zaczęły razem troszkę tańczyć:) Słuchały też razem muzyki na fotelu przed komputerem, razem siedząc skupione i zasłuchane. Marysia była bardzo delikatna dla Weronika, co chwilę ją głaskała i dotykała mówiąc do niej bardzo pieszczotliwie. Weronice to nawet się podobało. Wyciągnęłam im później puzzle piankowe i to był hit na jakieś pół godziny. Nasza córeczka widziała jak ja bawię się nimi i puzzle leżą do dziś na podłodze a ona co chwilę do mnie podchodzi, bierze za rękę i prowadzi do puzzli pokazując aby się z nią bawić:) Ale hit na hitem okazało się wyrzucanie piłeczek (te z basenu) z sypialki do drugiego pokoju. Piłki są teraz w worku ale to im w ogóle nie przeszkadzało aby się do nich dobrać.

Weronika nauczyła się przy Marysi pić soczki ze słomką. Jak jej pokazaliśmy szybko zakumała i wypiła cały soczek sama:)
Ładnie razem się bawiły, jak na takie maluchy a Marysia nawet nie chciała wracać.

W niedzielę miał być basen, ale nie chciałam nigdzie wychodzić aby przeziębienia nie pogłębiać więc zostaliśmy w domu. Mieliśmy jechać na obiad do moich rodziców, ale mama zaproponowała aby Jacek z małą podjechał i ona wszystko zapakuje na wynos:) Więc skorzystaliśmy. Pierw pojechali na zakupy a później po obiad na wynos:) Popołudnie spędziliśmy w domu na wspólnych zabawach, oglądałyśmy książeczki no i nasz ulubiony katalog z basenami i kampingami na dużym łóżku w sypialce. Tatusia to jednak znudziło i zasnął;) Układałyśmy stajnie dla koników z klocków i bawiłyśmy się konikami. Na 17 mieliśmy nowych gości, ciocia Ania i wujek Krzysiu nas odwiedzili. Weronika dostała super lala, co to jej można buciki sznurować, czapeczkę ściągnąć, guzik zapiąć i inne ciekawe rzeczy z nią robić. Weronika pobawiła się trochę z wujkiem, choć nie obyło się bez płaczu bo wujek nie chciał oddać paputków-owieczek. Ale po chwili nie było śladu płaczu:)
Goście pojechali a nasza córa usnęła prawie od razu:) Wieczór dla nas:)

Dzisiaj przyjechał dziadek i już poszli na spacerek. Mała nawet szybko się ubrała, bez marudzenia!

Ostatnio bardzo dużo mówi, na buty - buu, sanki - san, krokodyl - kro, i inne pierwsze sylaby. Ale to już coś! Chodzi i rozmawia po swojemu, gada jak najęta. Jest taka kochana, uśmiecha się pięknie, pokazuje co chce, mówi, po swojemu umie wytłumaczyć o co jej chodzi i wszędzie się wspina. Kochamy ją nad życie!

Kochamy Cię słonko!

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz