3 lutego 2012

Mama ma wolne,

a dokładniej to mama ma L4:( Już zresztą od jakiegoś czasu.... Staram się jak najwięcej leżeć aby ten krwiak sobie poszedł ale ciężko to wychodzi przy takim małym i do tego tak ruchliwym brzdącu.
Przed 7.00 tatuś wychodzi do pracy, my sobie z Weroniką jeszcze trochę śpimy (niekiedy to nawet do 8.30, choć ostatnio rzadko to się zdarza) do tak średnio 7.40. Troszkę leżymy, później idziemy na nocniczek, myć się, robimy śniadanko, jemu i kilka minut przed 9 przyjeżdża do nas dziadek.
No i wtedy mama ma wolne, choć Weronika usilnie stara się wciągnąć mnie w zabawę. Cho chwilkę po mnie przychodzi i podaje rączkę, ciężko jej odmówić więc raz na jakiś czas bawię się z nimi.
Fajnie też patrzeć i słuchać jak Weronika z dziadkiem ze sobą dyskutują, bawią się i rozrabiają. Dziadek usilnie uczy ją liczyć do 3;) Jak na razie udało mu się to na tyle, że mała jak się obojętnie o co ją zapyta (gdzie odpowiedzią ma być jakaś liczba) odpowiada "ći" tzn. trzy. Czyli jakiś sukces pedagogiczny dziadek odniósł;) Dziś na przykład rozmawiam z tatą o ich wyjeździe do Zakopanego w sierpniu i pytą tatę "to na 6 dni jedziecie" a Weronika odpowiada "ći";) Na dłużej dziadek nie ma szans!
Około 12.00 Weronika je drugie śniadanko (między pierwszym a drugim oczywiście coś tam podjada, np. dziadka śniadanie) a po 12.30 zaczyna się ich tany tany. I tak Weronika zasypia w ramionach dziadka, a dziadek zanosi ją na łóżko i tam mała śpi tak do 14.30.
Po 13 dziadek jedzie, a my zostajemy same i czekamy na powrót tatusia. Weronika śpi i czeka;)
Tata wraca różnie, od 14 do 16.30. Jak Weroniczka wstaje to jest czas dla nas, tzn. jemy zupkę, oglądamy książeczki i bawimy się tak bardziej na spokojnie.
A jak wraca tata to są szalone zabawy, mama trochę w nich uczestniczy ale bardziej wtedy zajmuje się szybkim obiadem dla zmęczonego męża;) i ogarnia bałagan.
Od kilku dni mama ma więcej jeszcze wolnego, bo tatuś zabiera Weronikę do babci i wracają po 19. Tatuś coś tam robi a babcia zajmuję się małą. Babcia jutro wyjeżdża na dłużej więc my się tam przeprowadzimy na jakiś czas. Dziś właśnie jak oni pojechali, ja czyli mama zajmuję się pakowaniem. Oj, jak ja tego nie lubię no ale cóż zrobić. Zobaczymy jak tam damy radę, to jest dom nie mieszkanie, czyli schody, dużo schodów no i w piecu trzeba palić. Liczymy na szybki powrót wujka:) Oby te mrozy minęły jak najszybciej to może być nawet fajnie, bo jest duże podwórko i blisko dziadek:) A dziadek też ma podwórko, huśtawkę i inne ogrodowe zabawki, no i jeszcze na wakacje szykuje dla Weroniki niespodziankę - domek ze ślizgawką. Jeszcze może nie w te ale na następne wakacje będzie hit:)

Wczoraj jak mama miała więcej wolnego, tzn. ciszę w domu, bo taty i Weronika brak, odwiedziła ją ciocia Iza z małym Benem. Pogadałyśmy sobie spokojnie, Ben był bardzo grzeczny a na koniec to nawet zasnął i nawet Weronika, która wróciła mu w tym nie przeszkodziła.
Jedyny minus przeprowadzki, że do cioć daleko ale są jeszcze auta i na pewno będziemy się odwiedzać.
No to wracam do pakowania...

Kochamy Cię skarbie!

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz