19 czerwca 2012

Nasze humorki...

Raz budzi się uśmiechnięta i szczęśliwa jak skowronek a innego dnia maruda, płaczek i wszystko chce wymuszać.

Oczywiście nadal najchętniej cały dzień spędzałaby na podwórku, na placu zabaw. No ale wtedy nawet jedzenia nie potrzebuje a to tak się nie da, niestety :( Jednak aby z nią wyjść na to podwórko to też nie lada wyczyn a wrócić to już w ogóle mistrzostwo świata. Ale jak już jest na placu zabaw to przeszczęśliwa.

Ostatnie dni mieliśmy dość intensywne. W sobotę od rano pojechaliśmy do babci Eli (akurat to był dzień marudy). Tata mył auto a mama z babcią na zmianę próbowała sprostać wymaganiom małej damy. Był basen z piłeczkami i ze zjeżdżalnią, jazda na rowerze, na jej autku, granie w piłkę, bieganie za pieskami i wiele innych ale jakoś na krótko to wszystko ją to zajmowało. Spać też nie chciała iść i zły humorek się potęgował. Później pojechaliśmy do babci Ewy bez taty, który nadal mył samochód (8 godzin!). Tam trochę się uspokoiła, pobawiła w piaskownicy, pojeździła na swoim rowerku, obejrzała kurki i co najważniejsze był dziadek ukochany :) Usypianie już po powrocie do domu to koszmar ale jakoś się udało.

W niedziele zamiast na basen pojechaliśmy do dziadków i jednych i drugich na odpust. Na początku ładnie wszystko, spacerowała wśród kramów, oglądała zabawki, sprawdzała je i wybrała sobie tylko ... żelazko ;) Później jeszcze babcia dokupiła balona - ma zdecydowanie za dużo zabawek. Oczywiście powtarzają nam to osoby, które same kupują jej ich najwięcej czyli dziadkowie. U babci Eli na obiedzie trochę marudziła ale później prasowała swoim nowym żelazkiem ściereczki i było ok. O drzemce można było zapomnieć.

Po obiedzie razem z babcią Elą pojechaliśmy na kawkę i ciacho do drugiej babci i dziadka. Spać nadal nie chciała i zaczęło się marudzenie. Mama czyli ja wymyśliłam zabawę, poszliśmy na podwórku z rowerkiem małej i do jego koszyczka zrywaliśmy listki, trawki i wszystko co się dało. Ładowaliśmy to do koszyczka a gdy był już pełny zawieźliśmy to w kąt ogrody i tam Weronika wszystko wypakowała dla króliczków, jak jej powiedzieliśmy. Zabawa trwała godzinę i trochę ją rozbudziła :) Cieszyło ją, gdy wsiadała na rowerek zatrzymywaliśmy się pod jakimś drzewkiem mama dawała listki ona wysiadała i układała w koszyczku i tak w kółko.
Do domu wróciła padnięta ale trochę problemów ze snem było.

W poniedziałek pojechaliśmy odwiedzić nowego członka rodziny czyli Marysię :) Wszyscy razem poszliśmy później na fajny plac zabaw i tam Weronika się wyszalała. Osiedle cioci i wujka jest super położone, w lesie, czyli pełno drzew i dużo cienia. Czułam się jak na wczasach :)

A dziś pojechaliśmy na krótkie zakupy, mama kupowała a Weronika z tatą szaleli w bawilandi :)

Pogoda sprzyja więc dziadek jak tylko do nas przyjeżdża zabiera Weronikę na wycieczkę do parku w Świerklańcu. A tam dziadek mówi, że od strumyka nie chce odejść. Więc godzinę puszczają patyczki na wodę :) Oglądają też zwierzątka w mini zoo i bawią się na placu zabaw. Wracają zmęczeni i drzemka murowana :)

Kochamy się słonko!

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz