4 lipca 2012

No i mamy lipiec:)

Ale ten czas szybko biegnie, już wkrótce nasz drugi skarb będzie z nami. Tzn. cały czas jest z nami ale będzie można go tulić, całować, nosić, ... :)

Weekend spędziliśmy na wsi u dziadków. Sobota u babci Ewy i dziadka a niedziela u babcie Eli :)

W sobotę była bardzo grzeczna (jak na nią, bo z każdym dniem coraz więcej tego diabełka z niej wychodzi - krzyczy, piszczy, biega, szaleje- oczy trzeba mieć dookoła głowy). Bawiła się w piaskownicy, wyrywała trawę, która jej tam urosła, przeganiała mrówki, karmiła z babcią kurki, spacerowała i nawet ucięła sobie drzemkę :) Wstała wesoła i wypoczęta z pełną mocą by kontynuować zabawę. Huśtała babcię na huśtawce a raczej nie pozwalała się babci przespać na niej, bo gdy tylko babcia próbowała zasnąć to zaraz słyszała rozkazujące "baba, stać" ;) Śmialiśmy się z dziadkiem patrząc jak Weronika "znęca" się nad babcią.
Później na kawkę wpadła druga babcia i już były dwie baby do zabawy :)

Wróciliśmy do domu na 20 i po kąpaniu już słyszałam jak coś ciężko oddycha Weronika :( No i noc była ciężka ale wstała jakby nigdy nic i pojechaliśmy na basen.
Na basenie fajnie się bawiła i widać było, że katarek minął.

Pojechaliśmy do babci Eli na obiad i tam zaczęły się schody :( a to takie, że Weronika zaczęła marudzić. Spać nie chciała, marudziła, na nóżkach wyskoczyły jej ślady jakby po ugryzieniu mrówek lub jakiś muszek :( Woziliśmy ją w wózku i to jej się podobało ale spać nie chciała:( Ale jakoś odpoczęła bo po godzinie znów uśmiech wrócił i szalała z babcią w domku bo na dworze było za gorąco. Biegom i piskom nie było końca a biedna babcia musiała chodzić jak piesek i bawić się w akuku ;) Nie miała wyjścia, ton rozkazującej małej Weroniki robił swoje. Na ukąszenia nie zwracała uwagi, bawiła się fajnie. Gdy zrobiło się chłodniej (w miarę) wyszliśmy na podwórko i tatuś wyciągnął basen i namiot taki półnamiot na plażę. Graliśmy w piłkę, bawiliśmy się w basenie, w namiocie a i Weronika do wiadereczka zbierała małe gruszki, które pospadały z drzewa. Widać było, że humor jej wrócił :)
A jak zobaczyła rower z fotelikiem to tatuś nie miał wyjścia i musiała być wycieczka:) Wrócił po 20 minutach ze śpiącą Weroniką w foteliku ;) Czas było wracać do domu. W aucie jeszcze odżyła więc skoczyliśmy na szybkie zakupy a w domu znów koszmar. Gorąco, nóżki swędziały, do tego katarek który nie pozwalał spać co chwilę się budziła :(
Rano wstała troszkę marudna a mama z gorączką :( Strasznie się czułam jak nigdy. Do dziś dochodzę do siebie. Jest duszno, parno i nie mam już sił :(
Na szczęście Weronice wszystko minęło i tatuś zabiera ją na spacerki jak wróci z pracy a ja odpoczywam.

W poniedziałek jeszcze podczas kąpieli a dokładnie już przy samym wyjściu przewróciła się i strasznego guza sobie nabiła koło ucha. Śladu już nie ma po guzie za to góra uszka cała w siniaku :(

Dziś humorek dopisywał :) Mama nie długo ogłuchnie od tych pisków, biegania i krzyków ale grunt, że córeczka się dobrze bawi.

Kilka zdjęć z naszego działkowego weekendu:

Ja podaję babci piłeczkę, babcia rzuca a ja z piskiem po nią biegnę:)


A tu mama-grubasek pokazuje mi, gdzie jeszcze leżą gruszki.


Kochamy Cię skarbie!

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz