12 stycznia 2013

Na sanki do Brennej:)

Brenna, mała wieś w Beskidzie Śląskim, to jedna z naszych ulubionych miejscówek w Beskidach. Cisza, spokój, piękne szlaki na piesze i rowerowe wycieczki, bez masy turystów i bez masy straganów z "pamiątkami". Dla Jacka najlepsza golonko w Beskidach:) I dość blisko od domu.

Można miło i aktywnie spędzić czas o każdej porze roku. Polecamy stronę Brenna.

Dawno tam jednak nie byliśmy.


Śnieg w końcu się pojawił i to dość sporo go napadało (nadal pada:) ) więc mogliśmy zabrać Weronikę na sanki w góry!

Jedziemy do Brennej.

Po 10 dopiero udaje nam się wyjechać z domu, po drodze jeszcze zostawiamy Lenkę u babci Ewy. Babcia z chęcią zaopiekowała się małą a my nie musieliśmy się martwić, że zmarznie lub nie będzie gdzie ją nakarmić.

Mijamy centrum Brennej i kierujemy się na sam jej koniec. Jedziemy przez las wąską drogą w pięknej zimowej scenerii.
Po 12 docieramy na miejsce (Ośrodek Narciarski Brenna Węgierski) z marudzącą Weroniką. Mamy nadzieję, że jak zobaczy dzieci to się rozkręci....

Obok głównych stoków jest mała górka do zjeżdżania na sankach. Zjeżdżają tam też początkujący narciarze, jednak jedni drugim nie przeszkadzają.

Weronice humor się poprawia, kilka razy zjeżdża na sankach a później ... zamiast sanek chce biegać. A to już tu nie jest aż tak bezpieczny, nikt nie będzie szczególnie uważał na takiego małego smerfa, który chce biegać i stać w miejscu, gdzie inni jeżdżą. Trochę pozwalamy jej pod naszą kontrolą pobiegać a później znów udaje namówić się ją na sanki. Tak więc zaliczamy kilka zjazdów, przyglądamy się jak jedna dziewczynka uczy się jeździć i postanawiamy pojechać do centrum.

Tam od naszego ostatniego pobytu trochę się zmieniło, powstał park linowy, plac zabaw został wyremontowany i jakoś tak czyściej i przejrzyściej.

Spacerujemy z Weroniką na sankach wzdłuż rzeki, przyglądamy się łyżwiarzom, narciarzom no i dochodzimy do wniosku, że trzeba coś zjeść :) Idziemy do Koziej Zagrody. Polecamy!

Jedzonko pyszne a i porcje dość duże, do tego zabawki i miejsce do zabawy z tablicą i kredą do malowania. Są też inne dzieci więc Weronika ma chwilę zajęcie. Oczywiście nasze dziecko jest najgłośniejsze i zwraca wszystkich uwagę, na szczęście taką miłą uwagę:)
Najedzeni, wybawieni wychodzimy z restauracji i widzimy kulig:) Kilka zaprzęgów ciągniętych przez piękne koniki. Weronika zachwycona i szybko wsiada na sanki, chce aby ją do nich wieść.

My jednak kierujemy się do auta :( Jest już po 16 więc pora wracać i do Lenki nam tęskno.

Przed 19 wszyscy jesteśmy w domu.

A tu kilka zdjęć z naszego zimowego wyjazdu.






Tu już w Koziej Zagrodzie...
 
 

Pyszny kompocik:)


Wyjazd myślę, że udany. Weronika mimo tego, że zaczęła od marudzenia rozkręciła się i humorek jej się poprawił. Wyjazd dał nam też odpowiedź czy można już Weroniką zabrać na ferie zimowe. Chcieliśmy w lutym na kilka dni wszyscy wyskoczyć w góry ale chyba sobie to darujemy tym razem. Jak była młodsza było łatwiej a teraz biega, schodzi z sanek i nie za długo ją to interesuje. Wiadomo dziecko powinno biegać ale tam gdzie można to robić. Raz chce zjeżdżać, to ciągniemy ją na górkę, za chwilę znów nie to znów schodzimy i tak w kółko;) Nasza Weronika ma swoje zdanie na każdy temat i raczej jest ruchliwym dzieckiem niż takim co by grzecznie siedziało na sankach. Może za rok to już na nartach pojeździ. A w tym roku to zadowolimy się osiedlowymi górkami i ogrodem babć.



Kochamy Was skarby!

3 komentarze:

  1. Witam.
    Trafiłam na bloga szukając miejsca do zjeżdżania na sankach. Dzięki podpowiedzi o wyciągu w Brennej już mamy ochotę tam pojechać. Tylko jeszcze jakieś noclegi trzeba znaleźć...może coś polecacie?
    Bardzo fajny blog! i widze że odwiedzacie bliskie nam okolice :)
    Pozdrawiamy
    Kasia i mały Tomuś

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dziękujemy:-) Niestety nie możemy polecić jakiegoś konkretnego noclegu. Ale Brenne na sanki tak:-)

      Usuń
    2. Ten komentarz został usunięty przez autora.

      Usuń