30 czerwca 2013

Leniwe, wakacyjne dni - Santa Susanna

Pierwsze dni naszych wakacji spędziliśmy na totalnym lenistwie.

Z samego rana śniadanko, później spacerkiem na plażę i tam spędzaliśmy czas do obiadu. Lenka ucinała sobie drzemkę w wózku a Weronika szalała na plaży.
Jej główne zajęcia w tym czasie to: szukanie skarbów zakopanych przez piratów, kopanie dołków, pluskanie się w naszym pompowanym baseniku, wrzucanie piasku do morza (ja też nie wiem dlaczego), skakanie do wody i inne uciechy dzieci jej wieku :)

Na obiad już szła strasznie zmęczona. Zaraz po nim ucinała sobie długą drzemkę. Ku naszej radości (a co! też nam się należy) często drzemka Weronika wypadała w czasie drugiej drzemki Lenki :) Nam też z parę razy udało się zasnąć z nimi ;)

Po takim odpoczynku udawaliśmy się na długi spacer po miasteczku. Ze 4 godziny chodziliśmy zawsze. Obowiązkowym punktem tego spaceru była zabawa na placu zabaw i lody. Oj, lody to mają nie tylko duże ale i pyszne. Wszyscy się kusiliśmy na nie nawet tata, który za lodami nie przepada. Lenka raz popróbowała i później robiła nam awantury gdy nie daliśmy jej polizać choćby. Z czasem wycwaniliśmy się i kupując lody zawsze kupowaliśmy też wafelek dla niej. Lenka dała się nabierać. Nie żebyśmy nie chcieli by też próbowała tych pyszności ale bałam się by jakiejś wysypki nie złapała. Lenka niestety często tak reaguje na nowości.

Idziemy już ??

Zakopiemy tacie buta, patrz maluchu jak to się robi :)


Najlepsze lody i ich największy wybór był w cukierni przy promenadzie, pod apartamentami Stella Marris.  Wybór na prawdę duży, m.in. smak kinderków, liona, m&ms i wiele innych.
Placy zabaw jest kilka w Santa Susanna, ze dwa przy głównej promenadzie ale wystarczy przejść się za strefę hotelów a też się znajdzie bardzo fajne place zabaw i mniej oblegane. Nasze dziewczynki uwielbiały ciuchcie na takim właśnie placyku.

Do pokoju wracaliśmy około 20, tylko by się przebrać i pójść na kolację. A po kolacji obowiązkowo ... mini disco! Weronika szaleje do dziś na sam dźwięk tych piosenek.

Spać kładliśmy się grubo po 22, za to spaliśmy do 9. Wakacje mieliśmy wszyscy więc co będziemy sobie żałować. Dziewczynki fajnie spały, całą noc bez pobudek i marudzenia.

Tak wyglądały nasze leniwe dni. Trochę ich popełniliśmy ale na dłuższą metę nie dalibyśmy tak rady.

Tak więc w środę, trzeciego dnia naszego pobytu postanowiliśmy uatrakcyjnić sobie nasz dzień. I spacer zamieniliśmy na ciuchcię :) Taką turystyczną ciuchcię jeżdżącą po miasteczku.

Santa Susanna jest miejscowością, która nie skupia się tylko przy wybrzeżu ale pnie się dość stromo w górę. Dzień wcześniej zrobiliśmy sobie pieszą wycieczkę w górę miasteczka. Na sam szczyt nie doszliśmy niestety, ale ciekawie było oglądać domy i uliczki tej nieturystycznej części oraz widzieć to co w dole z góry. Chętnie dlatego zdecydowaliśmy się na ciuchcię, mieliśmy nadzieję że dojedziemy tam gdzie nie udało nam się dojść.

...

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz