26 czerwca 2013

Santa Susanna - nasze hiszpańskie wakacje

Zaczynamy, czyli wspominamy :)

Barcelona przywitała nas deszczem, co trochę nas zmartwiło.
Po prawie 3 godzinach lotu wylądowaliśmy ale to nie był jeszcze koniec podróży na dziś. Zacznijmy jednak od początku…

Nad celem tegorocznego wyjazdu myśleliśmy już sporo wcześniej. Pomysłów było wiele, jak i sposobów jego zorganizowania. Będąc świadomi, że z dwójką maluchów może nie być łatwo postanowiliśmy nie jechać za daleko, raczej na wypoczynek z krótkimi wypadami niż objazdówka. Poszliśmy na wygodę, naszą i dziewczynek. Na dalekie wyjazdy jeszcze przyjdzie pora.

No i padło na Hiszpanię, ja chciałam zobaczyć Barcelonę więc szukaliśmy jakiejś miejscówki w jej rejonie . Zdecydowaliśmy się na Santa Susanne - miejscowość turystyczna, ale nie za duża i nie za głośna, dobrze skomunikowana z lotniskiem i Barceloną. W pobliżu niej też można coś ciekawego zobaczyć a co ważne dla naszych dzieci to szeroka plaża a tot nie za długi.
Po wybraniu celu przeszliśmy do szukania biletów lotniczych tzn. czekaliśmy na jaką super promocję. Przez nasze jednak gapiostwo i niezdecydowanie promocja nam przepadła, ta super ale załapaliśmy się jeszcze na jakąś inną;) Nauczka na przyszłość - brać jak jest przystępnie dla nas, taniej nie będzie.
Bilety są, teraz czas na hotel ... Warunek męża - ma być przy plaży. On osłem dla trzech księżniczek tym razem nie będzie. Starzeje nam się chłopina ;) No nic, szukamy przy plaży. Trochę przebieramy, zastanawiamy się ale w końcu bookujemy. To teraz już pozostało samo planowanie i pakowanie.

Bilety rezerwujemy na wizzair, a hotel przez neckermann'a . Wybrany przez nas hotel to H-Top Royal Sun i akurat, gdy my rezerwowaliśmy najkorzystniej wychodził przez biuro. Długo porównywaliśmy ceny i tak wyszło najtaniej. Wyboru nie żałujemy, hotel spełnił nasze oczekiwania - czysto, miła i pomocna obsługa, bardzo dobre posiłki, fajne animacje dla dzieci, dwa brodziki no i plaża zaraz przed hotelem.

Przyszła pora na pakowanie ...

Udało nam się spakować czyli prawie każdy punkt mojej listy został odhaczony. Do zabrania mieliśmy jedną wielką torbę (bagaż rejestrowany) i 3 małe plecaki (mały bagaż podręczny). No i do tego wózek - parasolka i dwójka naszych dzieciaków. W jednym z plecaków znajdowała się chusta. Trochę tego mieliśmy do noszenia. Przed rezerwacją biletów lotniczych zastanawialiśmy się nad liczbą bagażu rejestrowanego ale doszliśmy do wniosku i pogodziliśmy się z tym, że kolejne ręce nam nie wyrosną więc musimy dać radę zmieścić się w jedną wielką torbę. No i udało się:)
Torba okazała się bardzo pojemna bo oprócz naszych ubrań (zdecydowanie większa liczba dziecięcych), naszych butów zmieściła żelazko turystyczne, czajnik turystyczny, dwie puszki mleka, kosmetyki, zabawki plażowe, koc plażowy, kilka zupek w słoiczkach i … chyba tyle.
W plecakach oprócz chusty były dokumenty (paszporty, ubezpieczenie, karty pokładowe, rezerwacja hotelu, notatki), jedzenie do samolotu, picie dla dzieci, jakieś drobne zabawki, aparat i tablet. Spakowani, pojedzeni, wszystko jest to … możemy jechać.

Udało nam się bez żadnego poślizgu (jak to zazwyczaj bywało) wyjechać planowo tzn. o 9.15. U wujka Krzysia zostawiamy nasze auto a nas zawozi jego kolega na lotnisko. Około 10.10 jesteśmy na miejscu, przechodzimy odprawę, później kontrolę (tu trochę czasu nam schodzi- pani chce oglądać jedzenie
w bagażu podręcznym) i przechodzimy dalej by czekać już na samolot. Lenka ucina sobie drzemkę a Weronika bawi się z innymi dzieci na statku ;)
Punkt 12.00 startujemy. W samolocie różnie bywa, raz jedna marudzi raz druga ale sumując było całkiem dobrze. Samego marudzenia może ze 20 minut było. Podchodzimy do lądowania i widzimy deszcz za oknami samolotu ...

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz