11 lipca 2013

cdn. ciuchcią po Santa Susanna. Zwiedzamy Blanes.

Wycieczka pociągiem trwała ponad godzinę, trochę nam powiało ale taki odpoczynek od słońca nam się przydał.

Dziewczynkom bardzo się podobało - Weronika okazywała to słowami i uśmiechem a Lenka mruczeniem takim sennym ;)

A tak dzień wcześniej szliśmy sobie na własnych nogach pod górkę ...


A tu widok z wagonika na okolicę ...


Po Santa Susannie jeźdżą dwa pociągi - jeden ma krótszą trasę a drugi ... dłuższą. Myślę, że jest to ciekawa wycieczka nie tylko dla dzieci. Dzieci i tak po pewnym czasie mogą się znudzić, bo to jednak trzeba siedzieć i oglądać tylko widoki. Naszej Weronice szczególnie się podobało jak pan "maszynista" trąbił ;) Choć zdaję się, że dłużej by tam nie wysiedziała. 
Dobra wycieczka na raz.
Bilet, dłuższa trasa - 4,50 euro. Dzieci do 4 lat nie płacą.


Po pociągu poszliśmy na trampolinę, którą Weronika upatrzyła sobie już wcześniej. Była jedyną skakającą i to szybko ją znudziło. Zmęczeni, wolnym spacerkiem wróciliśmy do hotelu na kolację. A później standardowo już czyli mini disco, spacer na pobliski kemping i spanie.


Ten kemping szczególnie mamie się spodobał, takie wakacje we własnej przyczepie to super sprawa ... stajesz gdzie chcesz a jak Ci się znudzi jedziesz dalej. A te auta, przyczepy jakie tam stały hmmm .... cudo :)

Po kolejnym dniu spędzonym na plaży wybraliśmy się na wycieczkę pociągiem do Blanes, nadmorskiej miejscowości położonej na północ od Santa Susanny. Blanes słynie z pięknych ogrodów, wijących się nad urwistym brzegiem. Nam niestety nie było dane ich zobaczyć :(

Tym razem małą ciuchcie zamieniliśmy na duży, taki prawdziwy pociąg. Dziewczynki miały frajdę, całą podróż (zaledwie 15 minut) spędziły z noskami przyklejonymi do szyby.
Wysiedliśmy na dworcu i ... mieliśmy spory kawałek do centrum. Tak dokładnie to nie wiedzieliśmy w którą stronę iść trochę dzięki znakom i miłym ludziom udało nam się trafić tam. Dziewczynki nam zasnęły, jedna w wózku a druga w chuście więc mogliśmy spokojnie iść.

Blanes głównie zapamiętałam z uroczych uliczek, wiatru no i wszędzie jest albo z górki albo pod górkę. Jest też bardziej głośno niż w SS. Blanes ma na pewno wiele zalet m.in. wspomniane ogrody ale nam nie udało się za wiele zobaczyć. Pojechaliśmy tam dopiero po obiedzie, zanim dotarliśmy do centrum byliśmy już zmęczeni i było późno więc pozostał nam spacer i pyszne lody. Na 20 dotarliśmy do hotelu, głodni i zmęczeni. Głodni to byliśmy całą czwórką ale zmęczeni to chyba tylko Ci starsi bo nasze maluchy dokazywały jeszcze do późna.

Blanes.



Lenuś zapatrzona w morze ...


No i minął już prawie tydzień naszych wakacji, dziewczynki poznały nowe koleżanki i nowych kolegów, wylegiwaliśmy się na plaży i przy basenie, spacerowaliśmy, szaleliśmy na placach zabaw, trochę zobaczyliśmy a jeszcze tyle nam zostało do zrobienia, a tu jeszcze tylko tydzień czasu mamy.

Weekend spędziliśmy głównie na plaży, gdzie rozłożyliśmy mały basenik. Radocha była nawet dla mamy, która mogła troszkę się schłodzić nie ruszając się prawie z kocyka. Weronika ćwiczyła skoki do wody, o zgrozo tej z basenu. Całe szczęście, że Lenka nie świadoma tego smacznie spała w wózku. Wieczorami spacerowaliśmy i myśleliśmy co będziemy robić przez kolejne dni.

No i wymyśliliśmy ....


Brak komentarzy:

Prześlij komentarz