20 października 2013

Jesienne Beskidy

Pomysłów na ten weekend (11.10.-13.10.) mieliśmy kilka, no dobra ze 3 były ;) To co ich łączyło to Beskidy.

Postanowiliśmy, że jeden z jesiennych weekendów spędzimy w górach, bo przecież tam jesień jest najpiękniejsza! Tak więc mieliśmy spacerować, coś zobaczyć, pobyć ze sobą i trochę odpocząć.  I udało się nam wszystko zrealizować.

Długich przygotowań nie było, z rezerwacją miejsca też czekaliśmy do ostatniej chwili by dzieci nam się nie pochorowały. Planowaliśmy na dłużej i z rowerami (oj jak nam było szkoda, że ich nie mamy ze sobą) ale ciężko tacie było z urlopem. 

A gdzie pojechaliśmy ?

W Beskid Śląski, do Wisły. W razie niepogody sporo atrakcji dla dzieci pod dachem w zasięgu ręki.

Piątek wzięłam wolne by szybko z pomocą Lenki;) nas spakować (ubrania w razie pogody i niepogody, jakieś przekąski, drobne zabawki, aparat, tablet,.... i mapa ), odebrać Weronikę przed 13 z przedszkola i jak tylko Jacek wróci ruszyć w drogę. A miał wrócić wcześniej ...

Dopiero o 14 udało nam się wyjechać. Nasz kierunek to Wisła Gościejów, bo tam mieliśmy zarezerwowany pokój.

Gościejów to małe osiedle, chyba można nazwać je dzielnicą Wisły. Znajduje się zaraz za Wisłą Dziechcinką a przed Nową Osadą. Szczegółów dot. szlaków oraz ciekawych miejsc można dowiedzieć się np. z mapy.
Kilka sklepów spożywczych, ze 3 karczmy (może trochę więcej), sporo kwater, blisko do szlaków spacerowych i rowerowych. Do takich stricte szlaków górskich trzeba kawałek dojść bądź podjechać. 
My odnieśliśmy wrażenie, że jest to spokojna okolica, odpowiednia do odpoczynku i spacerów, gdy się chce gdzieś dalej wyruszyć można dojść lub dojechać np. autobusem lub autem.

Przed 16 bylismy już na miejscu i zaraz po zakwaterowaniu się i szybkim rozpakowaniu ruszyliśmy rozejrzeć się po okolicy. Doszliśmy aż .... do placu zabaw i to na naszej kwaterze ;)

Zastanawialiśmy się czy dobrze robimy wybierając kwatery pod nasze maluchy, tzn, czy kierwoać się głównie atrakcjami dzieciowymi takiego przybytku. Wtedy to już żadna siła nie wyrwie je z fajnego placu zabaw na jakiś tam spacer z rodzicami. 


No i wybraliśmy z placem zabaw (dość wypaśnym), sporym terenem do bieganiu, salą zabaw i ... królikiem.

Miejsce naprawdę fajne i godne polecenia na pobyt z maluchami. Okolica też fajna, jest gdzie pospacerować, gdzie zjeść, rzeka Wisła i szlaki spacerowe oraz rowerowe blisko a do centrum może ze 3 km.

Aaaa ... pogoda była cudna. Pięknie nam słonko świeciło i to przez całe 3 dni.

Jak już wszystko "dotknęły" na podwórku to .... poszliśmy coś zjeść, do karczmy na przeciwko. Niestety jedzenie nas nie zachwyciło, ale może nie mieliśmy dziś szczęścia.

Na zakończenie tego dnia poszliśmy jeszcze na króciutki spacer drogą wijącą się w górę wzdłuż potoku Gościejów, zaraz obok naszego pensjonatu. Było już ciemno, dzieci zmęczone więc spacerek był krótki.
Zanim jednak poszliśmy do pokoju to sił starczyło jeszcze na krótkie odwiedziny w sali zabaw w naszym pensjonacie. Pobawiliśmy się i ... do łóżek.
Szybkie naszczęście było usypianie naszych pociech. Sami też byliśmy zmęczeni więc razem zasnęliśmy o 21 już.

Jesteśmy na mini wakacjach więc nigdzie się śpieszyć nie musimy. Zaraz po śniadanku dziewczynek idziemy powolutku do pobliskiego sklepu w celu zakupu bułek i coś do nich na nasze śniadanie. Małe zapasy też robimy na dzisiejszą wycieczkę.

Pogodę mamy na prawdę piekną, jest cieplutko a dookoła nas mieni się cała paleta barw złotej, polskiej jesieni. Rozglądamy się i zachwycamy widokami.

Zanim wyruszymy na szlak biegamy jeszcze na placu zabaw tzn. dzieci się bawią a my biegamy za nimi ;)

Jak już udaje się spakować, zabrać co trzeba zabieramy się za łapanie naszego potomstwa. Uff, jak dobrze że to tylko dwójka ....

No to idziemy ....

Lenka ledwo zamotana została w chustę i już ucina sobie drzemkę a Weronika wskakuje na "barana" tatusia i w drogę.



Wybieramy spacer wzdłuż Wisły i kierujemy się na Nową Osadę. Tam, mostem (zaraz obok hotelu Polonia) przechodzimy na drugą stronę rzeki i idziemy dalej ściężką spacerowo -rowerową wzdłuż rzeki (tu pierwszy raz zaczynamy żałować, że nie mamy rowerów).

Zatrzymujemy się przy kaczkach (każdych!) i ze szczegółami Weronika chce usłyszeć historię każdej kaczuszki.
No to tworzymy ... ta mała to Zosia ... tam jej mamusia, tatuś ... aaaa tam to ... Hania ... trochę na uboczu bo dziś biła siostrzyczkę i inne kaczuszki boją się z nią teraz bawić aby ich nie uderzyła. Trochę przemycamy tu o czym mówimy w kółko każdego dnia i nie robi to żadnego wrażenia na naszej pierworodnej przeważnie. Teraz słucha z zaciekawieniem a my udajemy, że to chodzi tylko i wyłącznie o kaczuszki. Mały mózg jednak myśli (o czym doskonale zdajemy sobie sprawę) i sam zaczyna wyciągać z tego wnioski. Ciekawe na jak długo ....

Szlakiem zielonym kierujemy się na Wisłę Czarne a dokładniej na Małą Zaporę, gdzie zamierzamy urządzić sobie mały "piknik" i dać się wybiegać małym nóżką. Małe nóżki jedne i drugie całą drogę śpią (Weronika po pół godzinie marszu dołączyła do siostry i zasnęła). A my niesiemy te słodkie ciężary do celu.


U celu dziewczynki budzą się i zaczyna się. Bieganie, wchodzenie na każdy kamień, zaglądanie do wody, zbieranie szyszek i wrzucanie ich do ala strumyka.

Rozkładamy się pod drzewem, blisko barierek i strumyka. Przechodząc przez most skręciliśmy w lewo i tam znaleźliśmy odpowiednie miejsce.


Rozkładam chustę myślą, że towarzystwo przysiądzie ale gdzie tam. Jedzą w ruchu, krążąc miedzy szyszkami, które wybierają z trawy a strumykiem, gdzie kończą swój żywot owe szyszki.


Zostawiamy rzeczy i trochę spacerujemy zastanawiając się gdzie iść dalej. Ja tam byłam za opcją szlakiem czarnym do Wisły Głębce (Dworzec) ale mąż wymiękł twierdząc, że dzieci już nie dadzą rady (?) No nic postanawiamy (!), że jak tylko się nacieszą, wybiegają wracamy tą samą drogę a po ich obiadku idziemy na nogach wzdłuż Wisły na nasz obiad tym razem do centrum.


Mąż już kiedyś, po jakieś wycieczce w góry z samą Weroniką mi zakomunikował, że następnym razem to on pójdzie w góry jak ona sama tam wejdzie :) Aż nagle urodziła się Lenka :) i górskie wycieczki odłożyliśmy. Oj, te chłopy....Trochę go rozumiem bo to głównie on niesie większy ciężar. Weronika nas jednak tym wyjazdem zaskoczyła z każdym dosłownie metrem więcej szła i chciała dalej. Myślę, że następny wyjazd pochodzimy gdzieś dalej. 

Coraz więcej ludzi się schodzi więc powoli się zbieramy i zaczynamy powolnym spacerkiem wracać do nas.


Po powrocie ja szykuję obiadek a dziewczynki z tatusiem dokarmiają królika i bawią się na trampolinie. 
Jedzą, przepakowujemy rzeczy, zabieramy wózek i idziemy. Jakieś 3 km spacerkiem, do centrum. Weronika spory odcinek idzie sama.


Obiad jemy w restauracji, gdzie zauważylismy sporo dzieci. Dobry wybór, dziewczynki pobiegają z innym maluchami a my spokojnie jemy. Najedzeni jeszcze trochę spacerujemy po centrum i robimy przystanek na placu zabaw.


Koło 20 wróciliśmy do naszego pensjonatu. Trochę zmęczeni ale też bardzo zadowoleni z dzisiejszego dnia.
Szybka kolacja, kąpanie i upragniony dla wszystkich sen.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz