23 października 2013

Ostatni dzień w Beskidach

To pewnie, niestety ostatni nasz tegoroczny pobyt w Beskidach :(

No i nastał ostatni dzień i do tego dość krótki. Obawialiśmy się powrotu w korkach przy naszej dwójce dlatego postanowiliśmy ok 14 wracać już do domu. Strasznie szybko to nam minęło :(

Rano wstaliśmy dość nieśpiesznie, ja zaczęłam nasze pakowanie a tatulek z Weroniką pojechali po świeże bułki na śniadanie. Lenka dzielnie mi asystowała :)

Po śniadaniu przyszedł czas na długie pożeganie z królikiem i zabawę z kolegą z pokoju obok. Chcieliśmy jeszcze gdzieś pospacerować więc zebraliśmy nasze dzieciaki do auta (już z całym naszym bagażem) i ruszyliśmy w kierunku Wisła Czarne.

Widoki za oknami auta było coraz piękniejsze, minęliśmy Małą Zaporę i jechaliśmy dalej, minęliśmy Dużą Zaporę i nadal jechaliśmy. Po drodze przyglądając się pięknym kolorom jesieni.
Dojechaliśmy do parkingu skąd rozpoczyna się ścieżka dydaktyczna Baraniej Góry biegnąca wzdłuż Białej Wisełki.

Po opuszczenia auta i zabraniu potrzebnych klamotów nasz zachwyt okolicą rósł z minuty na minutę. Dziewczynki od razu wypatrzyły małe stado, pasących się na pobliskim wzgórzu między domami owieczek. Nasz spacer zapowiadał się bardzo obiecująco.

Nie warto parkować na parkingu zaraz przed tą ścieżką, można zjechać trochę niżej i zaparkować za free. Już 30 m niżej można swobodnie zaparkować, trzeba przejechać przez mostek po lewej stronie i już. Lub pod szkołą lub jeszcze niżej pod restauracją. 
Blisko sklep spożywczy w razie czego można coś dokupić do picia lub jedzenia, jest też gdzie zjeść coś ciepłego a także stoi stragan z "najpotrzebniejszymi" rzeczami.


Ruszamy na ściężkę ...

Ponieważ ścieżka jest asfaltowa to mamy ze sobą wózek z którego od razu korzysta Lena, która ucina sobie w nim dość długą drzemkę. Weronika znajduje dwa kijki i dzielnie idzie sama.


Ludzi dość sporo, starsi przeważnie pokazują na Weronikę i kiwają z uznaniem głową albo podchodzą i miło ją zaczepiają. Ona dumna idzie przed siebie.


To, że kolory nadzwyczajne i ta szumiąca rzeczka i mostek i nawet kamole są cudne to chyba pisać nie muszę ;) To jest zdecydowanie moje miejsce i żałuję, że my tak krótko tu :( Jesień jest piękna, szczególnie w górach.

Całej ścieżki nie udaje nam się przejść ale tylko dlatego, że już po 12 a zanim zejdziemy to pewnie po 13 będzie a dzieciaki to już głodne a nie mówie już o mężu (!).

Robimy sobie jeszcze przerwę na polance, zajadamy jakieś przekąski (jabłka, ciastka) i ruszamy w drogę powrotną.


Lenka się budzi gotowa do spacerku. Trochę idzie o własnych siłach a trochę za naszą pomocą na rękach bądź w wózku. Weronika prawie cały czas na nóżkach własnych, mały kawałek korzysta tylko z wózka.

Po 13 dochodzimy do auta, pakujemy nasze rzeczy i ruszamy w drogę. Robimy sobie jeszcze postój przy Zaporze na mały spacerek i po 14 ruszamy już w kierunku domu.

My się pakujemy a dziewczynki się bawią.



Wrócimy tu, musimy! Już wiem, że im dalej od centrum tym piękniej.




Spędziliśmy wspaniały weekend, pogoda i miejsce zdecydowanie nam sprzyjało. Ten wyjazd pokazał nam, że nie potrzebnie obawialiśmy się takich wyjazdów. Dzieci równie dobrze mogą się bawić w górach co nad wodą. Tak więc woda nie jest warunkiem już koniecznym naszych wyjazdów :)  Sporo także już nasze maluchy potrafią przejść na własnych nóżkach, więc odpada ciągłe je noszenie.

Dziewczynki się wybiegały, pooddychały świeżym powietrzem i myślę, że dobrze się bawiły. Weronika dzięki temu wyjazdowi polubiła jabłka. Do teraz jedno to minimum dziennie.

Wisła zaś zyskała w moich oczach, dzięki swoim dzielnicą odległym. Już nie kojarze jej tylko z kolorowego od pierdułek centrum a pięknymi widokami. Im dalej od centrum tym lepiej.

Kochamy Was!!!

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz