3 października 2013

W sadzie, w lesie, w parku ....

czyli jak spędziliśmy poprzedni weekend.

Jak już pisałam pojechaliśmy do babci Ewy i do dziadka na wieś. Nie jest już to niestety taka wieś, jaką pamiętamy z czasów dzieciństwa czyli sielska, bezstroska. Pola, sady, łąki a także i cała ulica dla nas czyli dzieci i kochający dziadkowie, którzy mimo ogromu prac na roli mają czas i ogromne serca.

A teraz? Sielskość już nie ta sama, pola, łąki czy sady są ale raczej puste bez warzyw czy owoców, ulica za bardzo ruchliwa, beztroska została ale zarezerwowana dla naszych dzieci (i dobrze!) no i oczywiście kochający dziadkowie z ogromnymi sercami i więszką ilością wolnego czasu niż Ci nasi też są. Dziadkowie na pewno też bardziej odpowiedzialni, a szkoda ;)

Aż tak daleko na tą wieś nie mamy dlatego dość często tam jesteśmy, za mało jednak docieniamy tę możliwość. Zaczyna się to jednak zmieniać, zdecydowanie dzięki naszym dzieciom.
Tak jak dzięki nim przyglądamy się każdej porze roku dokładniej i doceniamy je tak dzięki nim - starym miejscom zaczęliśmy się przyglądać na nowo. To nowe spojrzenie służy takim miejscom.

Wybrałam się z Weroniką na spacer, sadem,  łąką, polem do małego lasku. Po drodze opowiadałam jej jak tutaj było gdy ja byłam mała. Słuchała uważnie rozglądając się na boki i oczywiście jak to moja córa zadawała mnóstwo pytań:) Niby okolice te same ale jednak inne. Z sadu została grusza (a raczej została na nowo posadzona) i kilka krzakó malin oraz porzeczek, łąka taka zarośnieta a lasek? Lasku wcześniej nie było, sam wyrósł na polu kiedyś uprawianym. Opowiadałam jej o zabawach w sadzie z jej ciociami i wujkami, jak biegaliśmy razem, zbieraliśmy owoce, a nawet rozbijaliśmy namiot.

Tęskno czasem do tamtych czasów, taki jeden dzień z przeszłości czasem by się przydał by podładować akumulatory, pośmiać się i przypomnieć jak można się fajnie bawić bez firmowych zabawek.

Trochę żal, że moje dzieci będą miały inne dzieciństwo ale też na pewno masę wspaniałych wspomnień:)

Lenka w tym czasie drzemała z babcią, tata odpoczywał a dziadek później do nas dołączył...











Podczas spaceru towarzyszł nasz też kot dziadka - Adolf. Kot sprowadzony na życzenie i ku radości wnuczek a imię nie wiadomo skąd i jak wymyślone przez Weroniką :)

Powoli widać piękną jesień.

Kochamy Was skarby!

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz