22 grudnia 2013

Jak to mama naiwna była ...

i jakiś tydzień temu wybrała się na zakupu świąteczne do centrum handlowego.

Główny cel to nabycie prezentów dla dzieciaków a i dla siebie coś kupić mama chciała. No dla J. też ;)

Pojechała mama wcześnie rano, co by korków i ludzi uniknąć. Z parkowaniem już był problem ale jakoś mama w tej swojej naiwności nie pomyślała, że to już o czymś może świadczyć.

Żaden sygnał w głowie się nie pojawił :( Weszła mama do sklepu, jeszcze taka wesoła z pełną głową pomysłów, chęci i w ogóle takiego szczęścia bo prezenty mama uwielbia kupować.

I ... po około godzinie mama opuściła sklep Smyk z 3 parami rajstopek i z zamiarem natychmiastowego powrotu do domu.

Kolejka na 40 minut czekania, to takie minimum. Ludzi mnóstwo, nawet spokojnie wybrać, porównać i obejrzeć nie można. I to w każdym sklepie, który mame interesował.

Wróciła mama domu, mąż z uśmiechem powiedział "ooo jak szybko, to pokaż co kupiłaś".

Wrrr.... mama myślała, że go zje! Ze złości ;)

Odpaliła mama kompa i kupiła prawie wszystko co chciała. Na spokojnie. Zabawki, puzzle, książeczki sprawdzonych firm w sprawdzonych sklepach. Wstała mama zadowolona od komputera i powiedziała do męża "teraz to zrób mi gorącej herbatki i coś do jedzenia. Głodna jestem, z zakupów wróciłam".

Nie żebym zachęcała do zakupów sieciowych (też słowa użyłam), bo ja lubię też dotknąć, obejrzeć i powybierać. Raczej zachęcam do wcześniejszych zakupów. Ja co roku mam takie plany, że zacznę już od października ale jakoś mi to nie wychodzi.

Teraz jestem ciekawa czy prezenty przypadną do gustu moim córom. Wydaje mi się, że tak po wybierane przecież pod nie. Sama nie mogę się doczekać jak będą otwierać te prezenty.

Kochamy Was aniołki!!!!

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz