9 kwietnia 2014

Spacerkiem po parku

Czasu ostatnio za dużo nie posiadamy, tym bardziej na wspólne wypady :( J. zajęty budową a samej z dziewczynkami to ciężko gdzieś dalej się wybrać. Każdą godzinę, która nam się trafi wolna i do tego pogoda sprzyja wybieramy się choć na wspólny spacer w dobrze nam znane miejsca i bliskie.

I tak ostatniej niedzieli wybraliśmy się na spacer do parku w Świerklańcu. Dużo czasu nie mieliśmy bo na 17 mieliśmy zapowiedzianych gości, ciocię Monikę i wujka Artura. Mimo tego ograniczenia godzinowego postanowiliśmy wykorzystać tę piękną pogodę i troszkę pobyć na świeżym powietrzu.

Weronika odkąd stała się posiadaczką hulajnogi (od jakiś 2 tygodni dokładnie) zabiera ją wszędzie ze sobą i tak było i tym razem :) Lenusia zabrała ze sobą spacerówkę co by sobie utnąć poobiednią drzemkę w niej.

W tym dniu na spacerze oprócz na prawdę sporej ilości innych osób (park jest  bardzo oblegany - co już nie jest takie fajne) towarzyszyli nam ciocia Kasia, wujek Marek i Szymuś.

Zaparkowaliśmy samochód przy kościółku, zabraliśmy potrzebne sprzęty, zapakowaliśmy Lenkę do wózka, Weroniczka ruszyła na hulajnodze a my za nią. Pierw swoje powolne kroki skierowaliśmy w kierunku mini zoo czyli Rogatego Rancza by przyjrzeć się zwierzątkom.



























Po drodze mieliśmy okazję zobaczyć konie na polanie, na których to woziły się dzieci. Kiedy byliśmy na tyle blisko mini zoo, że Weronika domyśliła się gdzie idziemy oddała hulajnogę w ręce taty z przykazem, że ma nie jeździć tylko ją prowadzić pobiegła przed siebie. Z tudem udało nam się ją zawrócić by razem wejśc na teren rancza.


Tam z wózka wyszła nawet na wpół drzemiąca Lenka by razem z siostrą zachwycać się kózkami, sarenkami, osiołkiem, ....

Pierw całkiem nie śmiało ale z czasem coraz bardzo się rozkręciła. Lenka uwielbia zwierzęta co oznajmia piskiem na widok każdego przedstawiciela ich gatunku.


Do mini zoo łatwo było wejść ale wyjść z naszą dwójką z takie przybytku to nie lada wyzwanie. Innego dnia, gdy mielibyśmy więcej czasu zostalibyśmy tam pewnie dłużej ale dziś tego czasu nie mieliśmy za dużo :(

Wizja karmienia kaczuszek pomogła :) Poszliśmy dalej by zatrzymać się w stałym punkcie naszego każdego pobytu w tym parku czyli na mostku nad rzeczką, gdzie zawsze są kaczki, które dziewczynki przyjeżdżają dokarmiać.


Tego dnia kaczuszki też były ale chyba już najedzone, bo nie chciały do nas podpłynąć :( No nic ... chlebek zostawliśmy w karminku dla ptaków. Może one będą zadowolone z tego podarunku ...


Czas było wracać do domu bo jak się nie pośpieszymy to goście będą musieli na nas czekać.

Lenuś próbuje swoich sił na hulajnodzie. Idzie jej świetnie:)



W parku byliśmy ponad 3 godziny a czas tak szybko minął. Nie zdązyliśmy już dotrzeć na plac zabaw ale nadrobimy to innym razem. Cieszymy się, że udało nam się chociaż tutaj dojechać i pobyć razem.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz