30 kwietnia 2014

Weekend bez taty ...

Tatulek wyjechał nam do Wrocławia, tym razem bez nas :( Miał wrócić dopiero w niedzielne popołudnie.

A my co?

Wybrałyśmy się w odwiedziny do babci i dziadka. Autobusem :)

Lenka już popołudniem razem z dziadkiem pojechała do niego a my miałyśmy do nich dojechać, zaraz po przedszkolu i pracy. Odebrałam więc małą z przedszkola i poszłyśmy, na dworzec po drodze wchodząc na pyszne lody.

Po godzinnej podróży byłyśmy u babci Ewy a tam czekała na nas z dziadkami Lenuś. Było już dość późno więc wieczór zakończyłyśmy dlugą bajką i ... zasnęłyśmy razem we trójkę w jednym łóżku.

Co robiłyśmy u babci w pozostałe dni?

Mimo początkowo deszczowej pogody nie miałyśmy czasu na nudę. Malowałyśmy farbami, lepiłyśmy ludki z plasteliny, czytałyśmy bajki, byłyśmy w odwiedzinaach u bliźniaków i bawiłyśmy się z Szymusiem i ciocią Kasią.
A jak już przestało padać poszłyśmy na spacer do babci Eli. Kiedy wracałyśmy zostałyśmy zaproszone (no dobra, dziewczynki zostały) do wspólnej zabawy z Adasiem. Adaś jest już prawie czterolatkiem jak Weronika, prawie sąsiadem babci Ewy i na pewno synem moich studenckich współloaktorów;) Byłam już zmęczona ale patrząc na te 3 pary słodkich oczu zgodziłam się.

I warto było :) Dziewczynki świetnie się bawiły z Adasiem, bardzo szybko dzieciaki znalazły wspólny język. Adaś ma super plac zabaw w kształcie wielkiego statku pirackiego (wiadomo co ukończył jego tata:) ).
Jedyny minus to to, że dziewczynki nie chciały kończyć tej zabawy i wracać do babcinego domu. Z obietnicą, że jeszcze tu przyjdziemy jakoś się udało.

I tak minęła nam sobota. A w niedzielę słonko od rana nam świeciło więc dziewczynki nie przepuściły mi zabawy na naszym placu zabaw.
W tym czasie wrócił tatulek do nas :) Jeszcze trochę wspólnie pobawiliśmy się, zjedliśmy obiad u babci i wróciliśmy do domu.

Choć nie tak prosto do domu bo pojechaliśmy jeszcze nad jezioro. Na obiecane lody :)

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz