13 czerwca 2014

Nad rzękę cudów ...

Kto mieszka na Śląsku bądź w Zagłębiu na pewno wie o jakiej rzece piszę. A może tylko w naszym kręgu rzeka ta była tak nazywana ?

Chodzi o Brynicę - historyczną granicę między historycznym Śląskiem a Zagłębiem Dąbrowskim  (dla zainteresowanych troszkę wiedzy tutaj ), która stanowi prawy dopływ Czarnej Przemszy.

Dlaczego zwana rzeką cudów ?

U nas mówiono i nadal się mówi, że kiedy jedziesz na rowerze nad Brynicę to po przekroczeniu rzeki wyjeżdżasz na kole (rower) i jesteś na Śląsku.

I my wybraliśmy się na rowerze właśnie nad tę rzekę by troszkę pojeździć w jej pobliżu, przysiąść i powozić się na kole ;)

Naszym celem była mała miejscowość Strąków, gdzie przepływa Brynica.

Jak zawsze punktem startowym był dom babci Eli. Spakowaliśmy potrzebne rzeczy do plecaka, dziewczynki w foteliki i ruszyliśmy.

Pierw drogą asfaltową by po chwili zanurzyć się w las i jego leśne szlaki.

Mimo lejącego się żaru z nieba nam jechało się bardzo przyjemnie. Drzewa dawały nam cień dlatego nie odczuwaliśmy tak wysokiej temperatury jaka panowała tego dnia.

Co jakiś czas robiliśmy przerwy na małe przekąski dziewczynek i rozprostowanie małych nóżek.

Myszka i małpka także nam towarzyszyły ;)


W lesie jest wiele możliwości zabawy jak i wiele "zabawek". Dziewczynki uwielbiają leśne wycieczki. My też ale nie lubię a wręcz boję się stworzeń typu kleszcze, które mogą się na nich rozgościć dlatego przed każdą wycieczką psikamy się ile się da. Z myślą, że takie specyfiki dadzą radę tym stworą.

Jechało nam się tak przyjemnie, że nawet nie wiem ile czasu nam zajął dojazd nad rzekę.

Zatrzymaliśmy się na małym mostku. Oparliśmy rowery a dziewczynki zaraz znalazły zejście na jeden z brzegów Brynicy.

Tutaj akurat jest ona bardzo płytka i w miarę czysta. 

Tutaj odpoczęliśmy dłużej i posililiśmy się.


Weronice i Lence woda jak zawsze sprawiła wielką radość. Wszystkie kamyczki, piasek i gałązki lądowały w wodzie - nadal nie wiem o co chodzi w tej zabawie ;) W sumie to wiem o co chodzi ale nie do końca rozumiem dlaczego to sprawia tyle radości :) Ale nie o to chodzi by wiedzieć o co chodzi ;) Ważne, że sprawia radość i to dla mnie ważne.

Wtrąciłam zdanie o kleszczach ponieważ ostatnio sporo się o nich i o zagrożeniu, które niosą mówi. I dobrze, że się mówi. Choć powinno się też więcej robić w celu wyeliminowania zagrożenia jakie niosą - specjaliści, lekarze. Pewnie ich samych pozbyć się nie da bo jak to bywa z robalami są potrzebne (jeszcze nie wiem dlaczego akurat te) ale aby była większa świadomość lekarzy (zaczynając od internisty) w leczeniu i podejściu do pacjenta, który przychodzi z wiadomością, że "miał" kleszcza. I skuteczne metody leczenia chorób odkleszczowych.
Nasz sposób na kleszcze to psikanie a po każdym powrocie dokładny przegląd ciała. Pewnie mało skuteczne ale choć trochę uspokaja moje sumienie. Można się także zaszczepić przeciw przenoszonemu przez kleszcze zapaleniu mózgu.

Tutaj można dowiedzieć się na prawdę konkretnych rzeczy na ich temat - tuptam, bo pisane przez osobę która zna temat niestety z własnego przykładu. A ja trzymam kciuki by choroba odpuściła!

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz