4 lipca 2014

Dolina Trzech Stawów

Już sama nazwa tego parku może przyciągnąć ;) Wybraliśmy się więc do Katowic bo tam właśnie znajduje się ten dość rozległy i jakże piękny park.

Gorące niedzielne popoludnie. Zastanawiamy się co robić, gdzie jechać. Przeglądamy nawet internet aby dowiedzieć się gdzie coś ciekawego się dzieje w okolicy. 

Stawiamy jednak na park - spacer połączony z zabawą na placu zabaw. 


I tak trafiamy do parku o obiecująco brzmiącej nazwie - Dolina Trzech Stawów. 


Już podczas parkowania widzimy wodę i plac zabaw po przeciwnej strony stawu więc dziewczynki już piszczą z zachwytu.

Parkujemy, wysiadamy i idziemy na spacer. Plac zabaw (ten po przeciwnej stronie) zostawiamy na potem. Idziemy wzdłuż stawu. Lena mimo, że powinna już być zmęczona (brak drzemki) idzie cały czas dzielnie i nawet nie myśli o odpoczynku w chuście. Na każdą moją propozycje chustową macha rączką i mówie nie.

Dziewczynki zbierają patyczki, kamyczki, zaglądają na pomosty i je wybierają na chwile odpoczynku. 


Ja przeżywam chwile grozy, gdy widzę jak one się przechylają, wychylają i próbują po tych pomostach spacerować. Tatulek oczywiście pełen spokój.

Wolnym krokiem i ze sporą ilością patyków w rączkach dochodzimy na plac zabaw (nie ten sam co wyżej wspomniany).


Są dwa place zabaw - jeden taki dla starszych dzieci, drugi dla maluchów. Ten dla maluchów ma ten plus, że podłoże wysypane jest piaskiem a nie kamyczkami jak ten dla straszych. 


Lenka i Weroniczka biegają z innymi dzieciakami a my chwilę odpoczywamy w cieniu. Jednak jest za gorąco i dla nich więc wspólnie udaje się na dalszy spacer parkowymi alejkami. W cieniu oczywiście.

Co jakiś czas nad głowami przelatują nam małe samoloty w związku z tym, że park sąsiaduje z lotniskiem Katowice-Muchowiec. 

Zadzieramy więc wysoko głowy na każdy dzwięk powietrznego silnika. 

W parku ludzi sporo - tych spacerujących, jeżdzących na rolkach i na rowerach, biegających a także leżących. Leżących na kocykach z całymi rodzinami. 

Przez park przebiegają ścieżki rowerowe dlatego rowerzystów można spotkać wielu.

Pogoda zaczyna się zmieniać - słonko nadal grzeje ale zbierają się chmury. Postanawiamy wracać do auta a po drodze wstąpić jeszcze na ten większy plac zabaw (ten po drugiej stronie:) ).

Ten plac zabaw jest na prawdę świetny - część dla małych i dużych, część gastronomiczna a także miejsca do odpoczynku i grila nawet.


Jednak lepiej mieć na nim pełne buciki niż sandałki bo tutaj także kamyczki, taki drobny żwirek. Dzieci co jakiś czas siadają i wytrzepują kamyczki z bucików. Szkoda, że nie pomyślano o piasku.


Część dla maluchów jest bardziej uboga dlatego nasza Lenka woli tą drugą część. Tutaj jednak trzeba bardziej ją pilnować i nie na wszystkim da radę się pobawić. 


Kończy się na tym, że ja z Lenką spacerują a Weroniczka z tatą się bawią.

Lenka przebiera kamyczki i też jest zadowolona. Jednak starsze dzieciaki mają tutaj większą frajdę.

Nadchodzi deszcz, który przechodzi w mega ulewą. W ostatniej chwili wsiadamy do auta i jedziemy na późny obiad.




Brak komentarzy:

Prześlij komentarz