26 września 2014

Spacerkiem po Splicie i Omisiu

Split w pierwszej wersji mieliśmy odwiedzić w drodze do Tucepi. Dzieciaki jednak tak smacznie spały, że aż żal było budzić. Pojechaliśmy dalej by wrócić tutaj innego dnia.

Około 8.00 wyjeżdzamy z Tucepi i drogą wzdłuż wybrzeża podążamy do uroczego choć sporego miasta Chorwacji (drugie co do wielkości pod względem mieszkańców), czyli Splitu. 

Parkujemy pod samym Muzeum Morkim (ul. Glagoljaška, za darmo; nie tak łatwo jednak było znaleść miejsce ale w końcu się udało) i spacerkiem w sumie "na ślepo" udajemy się do pałacu  Dioklecjana czyli dla większości glównego powodu dla jakiego przybywają do tego miasta. Bo to tutaj skupione są największe zabytki Splitu.



Do pałacu a raczej tego co z niego pozostało wchodzimy przez Złotą Bramę. Idąc cały czas prosto i podziwiając wąskie ale jakże urokliwe uliczki pałacu wchodzimy na wewnętrzny dziedziniec (perystyl) otoczony kolumnami - kiedyś przykryty kopułą, dzisiaj znajduję się tutaj teatr. Po lewej stronie mamy IT, warto wejść po mapę a także coś podpytać. 


Tutaj zatrzymujemy się na dłużej - na zdjęcia, na odpoczynek w cieniu kolumn oraz katedry. Po chwili ruszamy dalej na wprost schodzimy do pomieszczenia, gdzie teraz znajdują się małe sklepiki z pamiątkami (kiedyś z tego przedsionka wchodziło się do pomieszczeń mieszkalnych).


Tak docieramy nad wybrzeże, gdzie dziewczynki mają czas na wybieganie się a my zaczynamy rozglądać się za miejscem gdzie możemy przysiąść by coś zjeść. 



Zagłębiamy się w uliczki Splitu, zahaczamy o targ rybny i po przerwie na obiad wracamy do pałacu przez rynek (myślę, że tak można nazwać to miejsce), gdzie zjadamy pyszne lody. 



Tym razem wybieramy inne pałacowe uliczki, równie urokliwe.

Przez Złotą Bramę wychodzimy z pałacu i trafiamy na targ staroci. 


Trochę kręcimy się tutaj, z wielkim zdziwieniem oglądając czego to ludzie po domach nie trzymają wracamy do samochodu.

Naszym kolejnym przystankiem jest pirackie miasto Omiś, położone przy ujściu malowniczej rzeki Cetiny. Parkujemy na dużym parkingiem po prawej stronie jadąc ze Splitu, zaraz przed mostem na rzece (tym razem płatnym ale zaraz przy centrum). 


Już z parkingu widzimy nasz cel czyli zamek piracki - jego pozostałości. W Omisiu zatrzymaliśmy się tylko na chwilę celem rozprostowania nóg i trochę zmęczenia dziewczynek, które jazda zaczęla już trochę nudzić.


Za cel obraliśmy sobie właśnie zamek ale za nim tam dotarliśmy przespacerowaliśmy się równie wąskimi uliczkami jak w Splicie. Dziewczynki co chwilkę zatrzymywały się przy sklepikach z kolorowymi "pamiątkami" - koniecznie chciały mieć wszystkie :) Jednak nie mają jeszcze etapu "muszę to mieć" więc sprawnie szliśmy dalej.


Rozpoczęliśmy naszą "wspinaczkę" na zamek. 


Wejście nie jest męczące (nawet z Lenką na reku) ale mimo tego nasze spacer zakończyliśmy przy ... kasach. Widoki jednak były warte tego niedokończonego zdobycia zamku. 


Zrobiliśmy kilka zdjęć - głównie Weroniki, która od jakiegoś czasu sama się o nie upomina by mieć pamiątkę dla dziadków.


Zeszliśmy w dół by zasiąść w małej knajpce na napojenie naszych córek :)


Wolnym krokiem udaliśmy się do samochodu i ruszyliśmy w drogę powrotną. Z przystankiem na zakup arbuza - olbrzyma.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz