17 października 2014

Rowerowo nad jeziorem

Nasze wycieczki rowerowe nie są jakieś imponujące, pod żadnym względem - ani ich długość, ani ich okolice. My jednak bardzo je lubimy i choć raz w tygodniu na takie jeździmy.

Dla nas są to wyprawy nie małe bo najpierw musimy do tych rowerów dojechać ... autem ponieważ garażują one u babci Eli. Ale już wkrótce będą garażować w naszym garażu i wtedy na pewno wycieczki rowerowe będą częściej.

Ale jak już się wybraliśmy i aparat ze sobą zabraliśmy to ku pamięci naszej i nie tylko naszej ją opiszemy.

Niedziela była bardzo ciepła jak na wrzesień więc wycieczka rowerowa sama się prosiła. Dziewczynki również tym bardziej, że wiedziały co tata trzyma w bagażniku.

A miał przyczepkę rowerową, którą dostaliśmy od znajomych (do przetestowania) a oni dostali ją od swoich znajomych i ... jej nie używają. Nie wiem w sumie dlaczego. 

Ta nasza na ten dzień przyczepka nie jest wielkich rozmiarów, niby dwuosobowa ale za dużo miejsca dla dwójki nie ma. Dziewczynki jednak były zadowolone z jazdy w niej.



Zanim jednak wyruszyliśmy nad jezioro tata musiał przyczepkę poskręcać w czym tysiące pytań głównie Weroniki i wszystko dotykające łapki Lenki nie pomagały za bardzo. 


W końcu jednak się udało i ruszyliśmy nad Jezioro Przeczyckie. Ja na wypadek wojny lub bitwy miałam ze sobą nasz fotelik.


W okolicach naszych wycieczek przyczepki rowerowej chyba jeszcze nie widziano bo każdy napotkany ktoś wesoło machał do dziewczynek i się uśmiechał.


Trasę nad jezioro z jednym większym podjazdem pokonujemy w niecałą godzinę by tam odpocząć w słońcu - to my rodzice:) Dziewczynki oczywiście od razu pobiegły na mini plaże. Wrzucanie piasku do wody to już ich obowiązek ;)



Kiedy ja leniuchują tata z dziewczynkami znajdują starą łódkę, odwróconą do góry nogami - doskonały, kolejny plac zabaw ;)


Na trawie z widokiem na łódkę na wodzie jemy drugie śniadanie.


Pogoda cudowna a wokół cisza i spokój. Wykorzystujemy te chwile i pozwalamy dziewczynkom się brudzić, moczyć w wodzie i biegać po trawie. Kiedy same dopominają się jazdy w przyczepce ruszamy dalej wzdłuż jeziora.


Robimy krótką rundkę po okolicy i wracamy powoli do domu.


Dziewczynki zmęczone bieganiem zasypiają główka w główkę :) Budzą się dopiero na babcinym podwórku.


Na widok piaskownicy i trampoliny siły wracają.


Wycieczka bardzo udana - wygrzaliśmy buźki przed chłodną jesienią, wybiegaliśmy się i zjedliśmy wspólny posiłek na łonie natury :)

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz