13 października 2014

Weekend z ciociami i dzieciakami :) Nasz pierwszy raz - same ....

To był nasz pierwszy wyjazd bez taty. Moje dwie ręce musiały dać radę naszym bagażom, ogarnięciom wejść i wyjść do/z pociągu oraz rozbrykanym dziewczynkom. Raczej wyjazd wypoczynkowy to nie był (nawet nie zakładałam takiego) ale dałam radę :) A ciocie zobaczyły, że DWA to nie taka straszna cyfra ;)

Po kolei jednak  ...

Tak sobie dumałyśmy z ciociami co by tu robić w weekend - pomysłów było wiele. Zapowiadano słoneczną pogodę więc chciałyśmy to wykorzystać i spędzić z dzieciakami fajny weekend gdzieś w terenie.
Od początku założyłyśmy, że będzie to wypad bez tatusiów - trochę się tego obawiałam choć często zostajemy z dziewczynkami same na kilka dni (taka praca taty) ale w nowym miejscu na noc same to my jeszcze nie byłyśmy. To, że dam radę to przypuszczałam ale wiedziałam, że z odpoczynku będą nici. 

Ciocia Iza zaproponowała, że możemy jechać do jej rodziców a dziadków Bena , którzy mieszkają
w Radziechowy - małej wiosce blisko Żywca. Pomysł od razu nam się spodobał więc ciocia wykonała telefon do rodziców i ....



Jeden z sierpniowych weekendów spędziłyśmy w Radziechowy, z której w góry już bardzo blisko. U dziadków Beniamina zostałyśmy przyjęte po królewsku - każda mama z dzieckiem/dziećmi dostała swój pokój, byl plac zabaw ze zjeżdżalniami i huśtawką, były kiełbaski i masa jedzenie nie do przejedzenia. I najważniejsze - najwspanialsi gospodarze! Atmosfera wspaniała!

Na pociąg do Katowic zawiózł nas tata i stamtąd podążałysmy już prosto do stacji Radziechowy-Wieprz.




Na małej stacyjce a raczej tym co z niej pozostało czekali na nas już rodzice cioci. Pomogli nam nieść bagaże i rozlokować się w pokojach. Dzieciaki od razu poczuły się jak u siebie w domu :) Lenuś od razu już miała nową babcię i dziadka - ona to potrafi! Po szybkim rozpakowaniu wyszliśmy na podwórko.

Od zaraz wszyscy dopadli piaskownicę.


Moje panny udekorowane przez nową babcię:)


A popołudniem to o czym marzyłyśmy zanim wsiadłyśmy do pociągu - kiełbaski!


Wszyscy tak fajnie się bawili, że ciężko nam było nasze domowe przedszkole zagonić na drzemkę. Spacyfikował jedynie jedyny nasz mały facet - Beniamin. Dziewczynki nadal szalały razem i tak do wieczora. 
A wieczorem oczywiście tańce i swawola - liczyłyśmy na szybki sen ;) Dzieciaki same domagają się już tych wygibasów, które zawsze im serwujemy kiedy się spotykamy wspólnie. 


A kiedy nasze szkraby zasnęły my miałyśmy czas na pogaduchy do późnych godzin nocnych. Rano ciężko było wstać. Moje dziewczynki zrobiły mi jednak niespodziankę i wstały najpóźniej z całego towarzystwa - prawie je musiałam budzić już z nudów.

Zaraz po śniadaniu ruszyłyśmy na wycieczkę z licznymi przystankami nad robakiem i ślimakiem. Okolica piękna, cudowna, wspaniała z Beskidami w tle.



To dopiero był przystanek. Ciocia Iza złapała żabę.


Mamy zahaczyły o pole kukurydzy by dziecią sprawić lalę. Aż się dziedziństwo powspominało, kiedy same takimi lalami się bawiłyśmy.


Daleko nie zaszliśmy ale to nie ważne. Nie tym razem ... Wróciliśmy na pyszny obiad a po obiedzie niespodzianka dla dzieciaków. Karmienie kurek u dalszych sąsiadów. Dzieci były zafascynowane, bo kurki biegały wokół i się wcale nie były - ani dzieci ani kury ;)

Takie niby kury a jak cieszą. Bo dzieciom tak nie wiele do szczęścia potrzeba. I cieszy to czego my dorośli nie dostrzegamy i nie doceniamy.


Niestety, czas wracać. W domu byłyśmy przed 19. I teraz przyszedł czas na odpoczynek mamy a taty wysłychał z tysiąc różnych historii opowiadanych przez Weronikę i żywo gestykulowanych przez Lenę.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz