3 października 2014

Witamy w Bośni i Heregowinie :)

Niestety, długo jednak tutaj nie pobyliśmy. Jednak krótkie zetknięcie z tym pięknym krajem wystarczyło byśmy zostali nim oczarowani. A do domu wrócili z wielką chęcią odwiedzenia go na dłużej.

Neum - jedyny nadmorski kurort Bośni i Hercegowiny. W drodze do Mostaru. 


Szaleństwa w samochodzie :) My liczyliśmy na drzemkę ;)



Jeszcze przed Dubrownikiem rozdzieliśmy się z wujkiem Markiem i jego drużyną. Oni pojechali prosto nad wodospady Kravica a my chcieliśmy jeszcze zobaczyć Dubrownik a później dopiero w planie mieliśmy wodospady oraz Pocitelj, małą miejscowość słynącą m.in. z ruin średniowiecznej tureckiej twierdzy i innych pamiątek po okresie tureckiego panowania na tych ziemiach.

Jednak chcieliśmy chyba za dużo na raz bo przez gigantyczną ulewą zostaliśmy zmuszeni z Dubrownika jechać prosto do Mostaru. Ulewa była tak intensywna, że pół godziny musieliśmy stać na poboczu by przeczekać ją. 

Przymusowy przystanek z widokiem na wieżę zegarową w Pocitelj.


Po kolei jednak ...

Wyjeżdżamy z Dubrownika i kierujemy się na wodospady. Jednak już po przekroczeniu granicy (dokładnie sprawdzono nam paszporty oraz zieloną kartę - wszystko jednak w bardzo przyjemnej atmosferze), kiedy widzimy nadciągające ciemne chmury decydujemy, że jedziemy do Mostaru. Jeśli się przejaśni zatrzymujemy się - takie mamy postanowienie i zarazem nadzieję, że tak się stanie i uda nam się co nie co obejrzeć.

Niestety w strugach deszczu szukamy naszego pensjonatu w Mostarze, gdzie zarezerowaliśmy apartament będąc jeszcze w Chorwacji. Trochę jeździmy, szukamy aż w końcu się udaje. 

Apartament wygląda lepiej niż na zdjęciach, wszystko jest w porządku a właściciele bardzo mili i pomocni. Do tego sami mają dwójkę maluchów w podobnym wieku jak nasze więc mamy wspólne tematy. Aże deszcz nadal pada (raczej leje) rozmawiamy sobie z gospodarzami o Heregowinie (bo Mostar należy właśnie do Heregowiny) i naszych dalszych planach na podróż. 

Padać nie przestaje ale pada jakby mniej. Zakładamy kurtki przeciwdeszczowe, zabieramy nieszczęsny wózek (nie polecam wózka na spacer po zabytkowej części Mostaru, przeszkadza i tyle) i ruszamy na pierwsze spotkanie ze Starym Mostem.



Do celu mamy jakieś 10 minut spacerkiem. Przechodzimy przez bardziej nowoczesny most zawieszony nad Neretwą i po kilkunastu metrach jesteśmy na Starym Bazarze rozciągającym się po obu stronach rzeki. Ta zielona i rwąca rzeka Neretwa dzieli Mostar na dwie części - wschodnia część jest bośniacka czyli muzułmańska a zachodnia część jest chorwacka. Różnice widać gołym okiem, wystarczy rozejrzeć się wokół i od razu wiemy, która część jest kogo. Meczety po jednej stronie, a po drugiej kościoły. Jedyne co ich łączy to ruiny, zniszczenia i dziury w murach po tak niedawno odbytej wojnie - widoczne po każdej ze stron. 



W deszczu wchodzimy na Stary Most a razem z nami wielu innych turystów. Schody oraz kamienie, którymi wybrukowany jest cały bazar są bardzo śliskie więc trzeba uważać. Wzrok dziewczynek oczywiście przyciągają kolorowe stragany, które rozstawione po obu stronach wąskich uliczek uginają się od przeróżnych wyrobów - bransoletki, gliniane naczynia, chusty, pamiątki z przeszłości, łuski po pociskach i wiele, wiele innych.



Jemy obiad w przyjemnej restauracji, gdzie Weronika i Lenka traktowane są jak Vipy :) Dostają pyszną zupę pomidorową, której zjadają ogromny talerz a w zamian kelner ... przynosi kolejny talerz mówiąc, że to dar. Prawie cała obsługa zabawia nasze dzieci a my w spokoju jemy - taki układ mi odpowiada;) Akurat oprócz naszego tylko jeszcze jeden stolik był zajęty więc mogli sobie na to pozwolić. Kiedy po długich pożegnaniach opuszczamy restaurację wychodzi słonko.

Bransoletki - dar od pani ze straganu :)


Kontynuujemy nasz spacer kolorowymi uliczkami, spoglądamy jeszcze raz na most i wolnym krokiem udajemy się na kwaterę.


Patrzymy na prognozę pogody. Niestety będzie lało ... wszędzie. Z ciężkim sercem postanawiamy, że jutro wracamy ale jak tylko pogoda pozwoli zatrzymujemy się i zwiedzamy, podziwiamy i chłoniemy co tylko będzie w okolicy.

Jednak nie śpieszymy bo na podróż mamy aż trzy dni (do pracy dopiero we wtorek), tak w razie czego :)

Wstajemy, dziewczynki jedzą śniadanie, pakujemy samochód, żegnamy się z właścicielami i jeszcze chwilkę rozmawiamy by ruszyć na ostatni spacer po mieście. Samochód możemy zostawić pod apartamentem więc nie musimy martwić się o parking, co nam bardzo odpowiada.


Słonko grzeje więc optymistycznie patrzymy na kolejne godziny. Tym razem od strony chorwackiej idziemy na Stary Most. Schodzimy także na mini plażę pod mostem i tam jemy świeże drożdżówki zakupione w pobliskiej piekarni (w Mostarze można płacić chyba każdą gotówką państw sąsiednich - było im to obojętne, byle były to papierki ) za chorwackie kuny. 



Podglądamy trochę miejscowych panów, którzy siedzą w knajpach lub przed z szeroko otwartymi drzwiami i stolikami zajmującymi całe chodniki i grają ... chyba w karty. Zaglądamy dyskretnie tak z chodnika oczywiście na podwórka a dziewczynki biegają za wszędobylskimi kotami. Ciężko powiedzieć jaki jest Mostar bo chyba piękny nie wypada? Zniszczenia wojenne widać na każdym kroku, jest też wiele nowych budynków i sam nowy Stary Most jako wizytówka tego miasta przyciąga. Spotkaliśmy samych miłych ludzi różnej narodowości ale podobno inaczej to "miłowanie" wygląda między nimi na co dzień. Sami jednak nic podobnego nie widzieliśmy, same pozytywy. 


Wracamy na most a później do auta. Ruszamy w drogę. Pogoda zaczyna się psuć :(



4 komentarze:

  1. Świetne zdjęcia i relacja! :) Dziewczynki są the best!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. A dzięki ;) Szczególnie wtedy kiedy my opadamy z sił a one wtedy ich nabierają ;)

      Usuń
  2. Szkoda, że pogoda Wam nie dopisała. Niestety na nią wpływu nie mamy. A jak z porozumiewaniem się? Po angielsku?

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Pogoda mało wakacyjna ale bardzo dobrze cały pobyt w Mostarze wspominamy. Nasi gospodarze i inni ludzie oraz miejsce miało na to wpływ :) Z gospodarzami, gdzie mieszkaliśmy po angielsku na mieście głównie polsko-rosyjski. Spokojnie, zawsze znajdzie się język porozumienia.

      Usuń