4 października 2014

.... wracamy

Wolnym krokiem wracamy do samochodu, który czeka na nas zaparkowany pod apartamentem. Po drodze wstępujemy jeszcze do piekarni i na targ warzywno - owocowy - przed nami przecież długa droga. Rozglądamy się ostatni raz po Mostarze ciągle zastanawiając się jaką drogę wybrać. Przez myśl przebiega nam jeszcze powrót do Chorwacji, może tam pogoda się poprawiła. J. decyduje, że jedziemy w "górę" Bośni i Hercegowiny a że on tu jest pierwszym kierowcom nie prostestuję :) 



Posiłek przed podróżą. Dziewczynki zmęczone więc mamy nadzieję, że zasną w samochodzie.


Jedziemy malowniczą drogą wzdłuż Neretvy. Kierujemy się na Jajce. Nasze pasażerki na tylnej kanapie ani myślą o śnie - jednak jest spokojnie. Żadnej kłótni, wrzasku - cisza i spokój. Tak to można jechać :)


Co jakiś czas przystajemy na poboczu. Dziewczynki trochę biegają, tam gdzie to możliwe a my chłoniemy widoki i robimy fotki. Wrócimy tu - co jakiś czas powtarzamy z J. Widoki wokół są piękne a przecież jesteśmy na drodze więc poza nią musi być .... jeszcze piękniej.


Już dawno minęła pora drzemki Lenki ale Lenuś nie wykazuje ani cienia zmęczenia. Weronika także tryska energią więc razem śpiewamy (Fasolki zawsze się sprawdzają), krzyczymy na cały głos a nawet tańczymy tyle na ile pozwalają nam pasy ;) Dłuższą przerwę robimy w okolicy Jablanicy na późny obiad. Z tego co wcześniej wyczytałam Jablanica i jej okolice słyną z baraniny dlatego na obiad chcieliśmy zjeść właśnie baraninę. Nie wiem czy to prawda ale co jakiś czas napotykaliśmy reklamy restauracji z jagnięciną więc coś chyba musi w tym być.



"Nasza" restauracja znajduję się pod wiaduktem - było tutaj sporo auta z przewagą bośniackich restauracji dlatego zatrzymaliśmy się tutaj. Zanim jednak siedliśmy do stolika spacerowaliśmy trochę wokół. 


Obiad był bardzo dobry. Nawet dziewczynki zajadały się mięsem, co w domu rzadko im się zdarza. Najedzeni z nowymi siłami wsiadamy do auta i w drogę. Jedziemy coraz wyżej i wyżej. Droga nie dość, że pnie się w górę to jeszcze ma z milion zakrętów. Mijamy małe wioski malowniczo położone wśród zielonych wzniesień, wzgórz i gór.


Podobnie jak w Mostarze panowie siedzą przed domami, knajpkami i grają oraz rozmawiają ze sobą. Na wsiach są to raczej starsi panowie. Wszędzie jednak widać zniszczenia wojenne - dziury po kulach, opuszczone i zniszczone całe gospodarstwa a także nie dokończone domy.


Około 17.00 dziewczynki zasnęły, jedziemy dalej a deszcz pada. Jednak nie tak intesnywnie by nie dało się jechać.

Jajce - widok z drogi.

Droga przez Bośnię i Hercegowinę mija nam bardzo przyjemnie. To widoki umilają nam tę podróż choć zdajemy sobie sprawę jak wiele przeszedł ten kraj i ile czasu jeszcze potrzebuje by stanąć na nogi. Czytałam, że tutejsi ludzie nie chcą zakrywać czy łatać dziur po kulach. Chcą by świat pamiętał co się tutaj stało i by było to przestrogą dla innych narodów. W ich odczuciu ma to sens ale czy to działa? Tam gdzie powinno to chyba nie za bardzo ale Ci inni zapewne nie mają czasu na zastanawianie się nad historią innego kraju. Swój czas tracą na tu i teraz w swoich waśniach.

Nasz kolejny przystanek. Dziewczynki wstały więc trzeba rozprostować kości oraz zjeść kolację. Akurat tutaj trafia się mały piesek, który pomaga Weronice i Lence zjeść bułeczki. One oddałyby mu wszystko więc opróżniamy co tylko możemy i częstujemy głodnego pieska. Dziewczynki dopytują gdzie on śpi, co je, kto się z nim bawi, kto go przytula .... ? Ciężko wytłumaczyć a nie ta odpowiedź spowoduje, że pieska będziemy musieli zabrać ze sobą. 

Kiedy piesek chowa się pod starą, odwróconą łódź i zabiera ze sobą swój "nasz" prowiant możemy jechać dalej.


W nocy opuszczamy Bośnię i Hercegowinę, szybko przejeżdżamy przez Chorwację a następnie objazdem bez winietki pokonujemy Słowenię. W Austrii trochę czasu zajmuje nam szukanie stacji, gdzie możemy kupić winietkę na Austrię. 

Nad ranem po drzemce nas wszystkich w samochodzie jesteśmy już w Czechach. Na placu zabaw, który należy do stacji benzynowej jemy śniadanie, dziewczynki korzystają z huśtawki a później .... jedziemy już prosto do domu.


Nasze tegoroczne wakacje dobiegły końca. Cali, zdrowi i szczęśliwy wróciliśmy do domu. Z nowymi wspomnieniami, wrażeniami, fotkami i bogatci o nowe doświadczenia. 

Nasze córki spisały się na medal! 

2 komentarze:

  1. Ciekawy kierunek wybraliście. I nam się on marzy, więc niewykluczone, że kiedyś poproszę Cię w tej sprawie o poradę.
    Piękne widoki!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Bośnia i Hercegowina jest piękna a ludzie bardzo mili i pomocni. Nam plany trochę pokrzyżowała pogoda więc myślimy o powrocie w tym roku. Zobaczymy jak się plany ułożą. W każdym razie polecamy Bośnię i się :)

      Usuń