7 listopada 2014

Tata na L4 :)


Tak teraz wygląda pokój dziewczynek - miejsca nie ma na nic ale namiot musi być!

Po ośmiu godzinach pracy wracam do domu, do moich kochanych córeczek i równie kochanego męża :)

Pół dnia myślę co u nich - co robią, czy lepiej się czują, czy coś zjadły, czy nie marudzą, czy dobrze się bawią, czy się nie kłócą, czy się nie biją (zdarza się i to!) ... 
Wchodzę do klatki i z parteru słyszę już jakieś krzyki. Pewnie u nas - myślę ze zgrozą i wchodzę po schodach wyżej. Nasz tatulek jest świetnym tatusiem z ogromną wyobraźnią co w połączeniu z wyobraźnią naszych dzieci daje mieszankę wybuchową ale często to on pierwszy traci cierpliwość kiedy dziewczynki rozrabiają. Dlatego obawiałam się tych krzyków.

Myślę -  pewnie kolejna afera, którą tylko mama może załagodzić. 

Otwieram drzwi. Tak, te krzyki to u nas :(

Dziewczynki biegają z pokoju do pokoju piszcząc i śmiejąc się że nawet nie zauważają mojego powrotu.

Pierwsza zauważa mnie Lenka, podbiega do mnie i od razu mówi  "mama, tata łaaa". W tłumaczeniu - mamo, tata jest dinozaurem. Aha!

Nareszcie zauważa mnie i Weronika i wyjaśnia całą zabawę. Bawią się w dinozaury i tata raz jest dobrym a raz złym dinozaurem. Jak dobrym to przytula a jak złym to je goni by złapać i zjeść.

Oczywiście one wolę jak jest złym - dopowiada mi Weronika :) Za moich czasów dzieci straszyłą się Baba - Jagą - myślę.

Jak już mi się udaje przejść do pokoju to ... oczom nie wierzę. Na podłodze leży wszystko od puzzli, po klocki, lale, książki po ... namiot rozłożony w pokoju dziewczynek. Masakra! A miałyśmy piec babeczki. 

Lenka nie pozwala sprzątać, Weronika tym bardziej. Mamy się bawić, mama też :) i ciągną mnie do parteru. 

Bałagan może poczekać - stwierdzam i biegam na czterech by złapać moje ofiary :) 

W końcu cała rodzina dinozaurów głodnieje i zabieramy się za późny obiad. Obiad przerywany odgłosami małych dinozaurów.

Po obiedzie ciąg dalszy zabawy. O 20 nasze małe dinozaury same dopominają się o spanie - nie wierzę! Tak szybko do spania to my się jeszcze nie szykowaliśmy - po 15 minutach dziewczynki już śpią.

A my mamy czas dla siebie i na ogarnięcie tego bałaganu.

Choć chyba to bezsensu - stwierdzam. Tata ma jeszcze 2 dni L4 to jutro będzie to samo. Toruje więc tylko ściężkę by można było swobodnie przejść i ... oddaję się lenistwu.

J. ostatnimi czasy prawie każde popołudnie ma zajęte więc mniej czasu spędza z dziewczynkami. Ale to on zawsze był (i nadal jest) od szaleństw. Ja wtedy chytam się za głowę ze strachu i ... przymykam oko bo wiem, że i dziewczynkom i jemu takie chwile po tatusiowemu są potrzebne. 

Z drugiej strony jestem spokojna kiedy jest z nimi bo wiem, że sobie świetnie poradzi bo od początku aktywnie uczestniczy w wychowaniu córek. I nic dla niego nie jest nowością. Kiedy w ciąży z Lenką przez miesiąc leżałam w szpitalu sam przez miesiąc zajmował się półtoraroczną Weroniką. I dał sobie znakomicie radę. 

Tylko ten bałagan .... ;) Ale podobno nie można mieć wszystkiego. 

Ciekawe, dlaczego ?

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz