10 czerwca 2015

Z dzieciakami w mieście Kraków - Smocza Jama i Rynek


Niezliczone są atrakcje Krakowa - bo to nie tylko to co zobaczyć można gołym okiem ale również to czego nie widać. A czego to nie widać ? Szeroko pojętej atmosfery tego miejsca :) Lubię wracać do tego miasta mimo, że oprócz mnie lubi to także ogromna liczba osób. 
Jednak to co jest atrakcyjne dla mnie nie szczególnie jest atrakcyjne dla moich dzieci i ... mojego męża. Ja godzinami mogłabym spacerować urokliwymi uliczkami odchodzącymi od rynku, spacerować po magicznym Kazimierzu czy usiąść w jednej z kawiarenek by zjeść ciasto czekoladowe. Jeszcze nie tak dawno temu J. twierdził, że właśnie tak wygląda jego idealny dzień w odwiedzanym mieście ;) Nie wiedzieć dlaczego, teraz zmienił zdanie ... 
Smok Wawelski, który zamieszkiwał jaskinię pod wzgórzem wawelskim był głównym sprawcą i bohaterem naszego spaceru na wawelskie wzgórze. Pomnik ziejącego ogniem smoka nie zrobił jednak na nich wielkiego wrażenia - dziewczynki chciały zobaczyć więcej czyli gdzie mieszkał ten smok i czy nadal tam jest. 

Na sam zamek królewski nie poświęciliśmy zbyt wiele czasu (na to przyjdzie czas innym razem) by po zakupie biletów (3 zł osoba dorosła, dzieci do 7 lat za darmo) zejść krętymi schodkami do Smoczej Jamy.
Weronika zachwycona, sprawdziła każdą szczeliną w poszukiwaniu smoka. Lenka po oswojeniu się z ciemnością śmielej rozglądała się po jaskini. Smoka na szczęście nie było :) Po wyjściu z jamy smok-pomnik zyskał w oczach dziewczynek :) 

Rynek Główny w Krakowie to miejsce, gdzie podążają tłumy z Wawelu - jak nie robią tego w odwrotnym kierunku ;) A z tym tłumem i my :)  
Urokliwymi uliczkami Starego Miasta, co rusz napotykając i ustępując miejsca bryczce zaprzężonej w konie dotarliśmy na rynek. Dziewczynki od razu wypatrzyły lody :) W ich poszukiwaniu obeszliśmy rynek wokół zerkając na Bazylikę Mariacką oraz malownicze kamienice by przy drugim okrążeniu ... natrafiliśmy na lody właśnie :) Kolejna atrakcja zaraz obok kolorowych straganów Krakowa dla moich córek zaliczona ;) 
Ponieważ nigdzie nam się nie śpieszyło powoli jedliśmy lody przyglądając się koniom właśnie :) Po takim zastrzyku energii nie obyło się bez szaleńczych biegów i zaglądania gdzie popadnie.
Przed 20.00 wyruszyliśmy w kierunku domu. Dla dziewczynek to był długi dzień pełen wrażeń. Jednak zanim zasnęły w samochodzie już pytały "wrócimy do smoka?" Pewnie, że tak. Tylko nie tylko do smoka ;) Jeszcze choćby Kazimierz muszę n-ty raz przespacerować :)

2 komentarze:

  1. widzę, że stary Kraków od lat nic się nie zmienił, mimo codziennie przedeptujących go tłumów
    niestety ten natłok turystów też od dawna niezmienny - dla mnie to poważna wada
    chyba nawet poważniejsza, niż dzielące nas od niego setki kilometrów :(

    OdpowiedzUsuń
  2. Myślę, że Kraków nie odbiega jakoś specjalnie w tej dziedzinie od innych odwiedzanych licznie miast ... Ludzi sporo ale jak tylko wyjdzie się z rynku w uliczki odbiegające od niego jest już spokojniej zdecydowanie. Dzielnice Krakowa np. Kazimierz, Podgórze czy Zakrzówek także piękne a tłumu tam już mniej.

    OdpowiedzUsuń