8 września 2015

Po sąsiedzku - Słowacja z dzieciakami

Kilka postów mogłabym napisać, gdzie my to mieliśmy być tego roku ;) No ale cóż co się odwlecze to ... Jednak kilka razy udało nam się gdzieś wspólnie wyjechać i zawsze to były góry :) Wybór całkowicie świadomy bo w górach dobrze się czujemy i świetnie wypoczywamy całą rodziną. 

I tak też wybraliśmy się na 3 dni na Słowację (prosto z Jaworek udaliśmy się w kierunku Liptovskiego Mikulasza). Naszym głównym celem była obiecana już od jakiegoś czasu Tatralandia - troszkę więcej o tej atrakcji napiszę w następnym poście.
Dużo czasu na poznanie Liptova nie mieliśmy bo to tylko 3 dni, ale coś nie coś udało nam się zobaczyć.

Po wysłaniu chyba ze 40 maili z zapytaniem o noclegi (wysoki sezon, pogoda i ... wysoki sezon) udało nam się znaleźć przyjemny i niedrogi nocleg w Bobrovcu u bardzo miłej pani. Warunki ala Gierek ale czysto, dużo miejsca w "apartamencie", na podwórku, blisko do Tatralandi i innych głównych atrakcji regionu Liptov no i ... tanio :)
Kiedy my na zmianę nosiliśmy bagaże dziewczynki opanowały podwórko z ponadczasową huśtawką i kurami, chętnymi do karmienia. Bobrovec jest dość rozległą wsią leżącą u podnóża Tatr Zachodnich z charakterystycznym białym kościółkiem pw. św. Jerzego, widocznym na wjeździe od strony Liptovskiego Mikulasza. Zapewniam, że widoki na Tatry z Bobrovca są piękne szczególnie rano, kiedy niebo jest czyste.
A oto nasze mini propozycje na pobyt w Liptovie.

VRBICKE PLESO

Już kilkadziesiąt kilometrów przed głównym miastem tego regionu widzimy wielkie banery informujące o głównych jego atrakcjach czyli Tatralandii, Chopoku i Dolinie Demanovskiej.
Kierując się za znakami pojechaliśmy do Doliny Demanovskiej. To co od razu mi się spodobało to dobrze oznaczone parkingi z informacją dokąd z danego parkingu możemy się udać tzn. na jaki szlak i dokąd on prowadzi. Kiedy tak spokojnie jechaliśmy sobie do celu ... rozpadało się co nie zniechęciło nas do spaceru. Postanowiliśmy jedynie udać się na krótki ale przyjemny spacer wokół jeziora Vrbicke Pleso. Można zaparkować na parkingu - ten co na Chopok w cenie 2 euro na cały dzień lub kawałek dalej jadąc wyżej obok hotelu za darmo, jednak ilość miejsc ograniczona.
Ludzi na szlaku bardzo mało - oprócz nas dwie panie z maluszkami. Dzieci wymieniły między sobą cześć i ahoj (chyba Czesi) i ruszyliśmy dalej. Szlak bardzo łatwy do przejścia przez każdego malucha. Piękne widoki, w tle imponujące Tatry, możliwość moczenia rączek i karmienia kaczek - idealne atrakcje dla maluchów. A zaraz obok jeziora, w lesie świetny, drewniany plac zabaw - następna rzecz, która bardzo mi się tutaj podoba tzn. obok większych atrakcji nawet w górach świetne place zabaw.

LIPTOVSKA MARA

Liptovskie morze, kiedy nie było jeszcze Tatralandii to tutaj ściągały tłumy spragnionych słońca i kąpieli wodnych. Nasze dziewczynki uwielbiają wodę więc nie mogliśmy tutaj nie wstąpić choć na chwilkę. Tak, chwilka nad wodą to minimum 5 godzin w naszym wypadku. Tego dnia było jednak okropnie gorąco więc nigdzie nam się nie śpieszyło i chodzić po górach też nie dalibyśmy rady. To korzystaliśmy ze słońca :)
My zaparkowaliśmy w Trnovcu w pobliżu campingu - parking za darmo a wstęp na plażę 2,2 euro dla dorosłego, dzieci do 4 lat za darmo. Cały teren wokół jeziora jest bardzo dobrze zagospodarowany - wypożyczalnia rowerków wodnych, mała gastronomia i toalety. Jest oczywiście także fajny plac zabaw dla dzieci. 

MUZEUM WSI ORAVSKIEJ

To już nie Liptóv ale także warto odwiedzić to muzeum. My zatrzymaliśmy się tutaj wracając do domu. Akurat w skansenie trwała wielka regionalna impreza coś jak dożynki. Stare chałupy z Orawy rozmieszczono tutaj na sporym terenie nad wartkim potokiem. Oprócz tradycyjnych chałup są tu także młyn, tartak, kościół oraz zagrody ze zwierzętami. 
Lenka pamięta tę wycieczkę aż za dobrze - "wstrętna" gęś ukąsiła ją w paluszek. A ona chciała dać jej tylko trawy.
Można tutaj spacerować, zaglądać do wnętrz chałup by przyjrzeć się jak kiedyś mieszkano (nie nadążaliśmy odpowiadać na pytania zaciekawionej Weroniki), nakarmić gęsi!, króliki, świnki, przejechać się na koniku, zajrzeć do młyna a później odpocząć w cieniu nad potokiem.

TATRALANDIA

Dzisiaj napiszę tylko, że dla radości i chwil świetnej zabawy naszych dziewczynek warto było wydać te euro :) Beztroska zabawa pod okiem rodziców gwarantowana, godziny radosnej zabawy w wodzie, na trampolinie, na dmuchańcach sprawiły, że dziewczynki wróciły do domu bardzo zadowolone z wycieczki. I z chęcią by tam wróciły choćby ... jutro :) 

To tylko tyle czyli tyle byśmy nabrali ochoty na więcej naszych sąsiadów :)

2 komentarze:

  1. Swietna wyprawa. Na Slowacji nigdy nie bylam, a szkoda :/

    OdpowiedzUsuń
  2. Tak turystycznie to był nasz pierwszy pobyt na Słowacji, a w sumie tak blisko. Dla Was to już jednak kawał drogi ale jak będziecie mieli okazję polecamy :)

    OdpowiedzUsuń