1 sierpnia 2017

Alberobello. Jedna z wizytówek Apulii.

Nie łatwe było namawianie dziewczynek na krótkie rozstanie z morzem i plażą. Jednak dobra rekomendacja tzn. niebanalny środek transportu i barwne wprowadzenie w temat zawsze skutkowało. 
Przyznam, że jeszcze przed wyjazdem naoglądałam się mnóstwa zdjęć z Alberobello a jeszcze więcej naczytałam się relacji z wizyt w tym miejscu i miałam przesyt. Wydawało mi się, że ja już tam byłam. Wszystko już poznałam, widziałam i zastanawiałam się co mnie tam może zaskoczyć więc odpuściłam sobie to miejsce. 

Jednak naszły upalne dni kiedy byliśmy już w Monopoli (z Bari dojazd do Alberobello jest wygodniejszy wg mnie szczególnie z dziećmi bo można tam udać się pociągiem) i zdążyliśmy już odpocząć a nawet wynudzić się na plaży na tyle, że postanowiliśmy się gdzieś ruszyć. I wtedy powróciło Alberobello, którego widokówkę dziewczynki zobaczyły gdzieś w jednym ze sklepików w Monopolii. 

Dzień wcześniej, w informacji turystycznej (w Monopoli znajduje się tuż przed budynkiem dworca, warto zajrzeć i zaopatrzyć się w mapki i zasięgnąć informacji - panie mówią po angielsku) otrzymaliśmy potrzebne wskazówki czyli skąd i o której odjeżdża autokar do Alberobello i byliśmy gotowi do kolejnej wycieczki po tym urokliwym regionie.
Kupiliśmy bilety u kierowcy (autokary marki Lentini Bus Company odjeżdżają z przystanku przy Piazza S. Antonio) i zajęliśmy miejsce w szybko zapełniającym się autokarze. Zgodnie z rozkładem o 11 ruszyliśmy w pożądanym kierunku. Dziewczynki zasnęły więc droga minęła szybko i przyjemnie :)

Wysiedliśmy z autokaru (miejsce przyjazdu to jest również miejsce odjazdu autokaru w drogę powrotną, ulica Via Cavour prostopadła do dworca) i kierując się znakami informacyjnymi ruszyliśmy na spotkanie niepowtarzalnych (prawdopodobnie na świecie a w Europie na pewno nigdzie takich nie ma) kamiennych domów tzw. trulli. Dziewczynki jak tylko zobaczyły te śnieżnobiałe domki od razu zaczęły snuć domysły kto w nich wcześniej mieszkał i przypisywać im wymyślone historie. Stanęło na smerfach, które zanim zamieszkały w lesie mieszkały właśnie tutaj. Gargamel jednak odnalazł je i musiały uciekać z tej pięknej okolicy do lasu właśnie. Przekonywujące, prawda ? ;)
Zaciekawieni zaglądamy do jednego z domków, gdzie pani gospodyni w towarzystwie swojego męża, który zaczytany zasiada w fotelu otoczony kotami ... pracuje. Sympatyczna pani oprowadza po swoim małym domku pozwalając a prawie nakazując zajrzeć w każdy jego kąt i opowiada jego historię. Największe zainteresowanie budzi "sypialnia" dzieci umieszczona pod samym sklepieniem dachu. 
Te białe domki budowane były z kamienia wapiennego bez jakiejkolwiek zaprawy, która wzmacniałaby ich konstrukcję (jedną z teorii wyjaśniającą istnienie domków w tej okolicy jest chęć uniknięcia podatków przez chłopów - domki można łatwo rozebrać i udowodnić natarczywym urzędnikom, że budowa domu wciąż trwa). Ich stożkowate dachy zwieńczone są krzyżami bądź różnymi symbolami, których symboliki nie wyjaśniono do dziś. 
Z każdym krokiem coraz głębiej wchodzimy w białe miasteczko zachwycając się kolejnymi domkami. Tam wśród domków po raz kolejny doświadczamy uprzejmości i gościnności Apulijczyków. Kiedy dziewczynki przysiadły gdzieś na wysokim krawężniku by chwilę odpocząć bardzo miła pani przyniosła im spory woreczek smakowitych czereśni. Zajadały się prze następną godzinę a my z nimi :)
Zaglądamy na taras widokowy przy Via Brigata Regina 28 (w tym miejscu znajduje się coś na styl kawiarni ale można wejść), gdzie przyglądamy się całej panoramie śnieżnobiałych trulli w dzielnicy Rione Monti (to tutaj jest największe skupienie trulli). Przekraczamy  Largo Mertellotta i zagłębiamy się w uliczki pełne tych bielutkich domków. Słońce grzeje coraz intensywniej więc dziewczynki domagają się lodów. Siadamy przy stoliku jednej z kawiarni, zajadamy się pysznymi lodami a dziewczynki snują opowieści dotyczące znaczenia symboliki znaków umieszczonych na szczycie domów. Wszystko oczywiście w tematyce smerfów. Np. domek z księżycem na dachu to oczywiście dom śpiocha. Mam sens, prawda? 
Zbliżała się godzina odjazdu naszego autokaru dlatego zbieramy się i  schodami wspinamy się w górę. Wstępujemy na kolejny punkt widokowy przy Piazza Giangirolamo 5, zaraz na przeciwko fontanny by jeszcze raz spojrzeć na te niepowtarzalne domki zanim ruszymy w drogę powrotną.
Niektórzy piszą, że nie warto. Białe domki i tyle. Apulia ma wiele piękniejszych miejsc by tracić czas akurat na to. Jednak według nas warto tutaj zajrzeć i zobaczyć trulli, których nigdzie indziej nie spotkamy. Przespacerować się miedzy nimi i wysnuć własne historię na temat historii tego miejsca. Nam Alberobello doskonale wpisało się w klimat naszych nieśpiesznych wakacji po tej części południa Włoch. 

5 komentarzy:

  1. Ale genialne domki!!!! Taka jasność i czystość z nich bije ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Tak, biel bije po oczach. Jak jeszcze słońce przyświeci to już kompletna jasność.

      Usuń
  2. Piękne zdjęcia. Ja zazwyczaj nie kieruję się zdaniem innych i wolę sama przekonać się, czy warto, czy nie warto :D
    Pozdrawiam!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dziękuje:) Ja lubię wcześniej poczytać o miejscu do którego się wybieramy, często relacje innych w tym są. I właśnie przez to buduje sobie różne opinie o danym miejscu później jednak je weryfikuje ;)

      Usuń